PRZENOSINY >> poniedziałek, 27 kwietnia 2009 14:44:29

Przenoszę bloga na oneta ^^.


KONTYNYNUACJA OPOWIADANIA -
www.story-yaoi.mylog.pl na http://www.w-sidlach-milosci-yaoi.blog.onet.pl/
Zgred-chan

komentarze [1]

Rozdział XV "Jęczysz gorzej, niż baba" >> poniedziałek, 6 kwietnia 2009 21:46:54
Ohayoo! Otóż mam dla was nową notkę ^^ Hehe... no.. prawie nic tu się nie dzieje, oprócz.... ano... zobaczycie sami xD.
Wow ^^ Gomena, ale to moja druga notka o takim czymś xD.

~~!~~

Złapał czarnowłosego chłopaka za nadgarstki, przybliżając twarz do jego sutków. Delikatnie musnął je ustami, poczym lekko uszczypnął. Na twarzy Sasuke ukazało się zadowolenie. Czarnymi ślepiami wpatrywał się w poczynania Uzumakiego. Musiał przyznać się, że sam widok blondyna, wywoływał u niego nieludzkie pożądanie i chorą fascynację. Spoglądał by dalej, gdyby nie poczuł pewnej rozkoszy, która pragnęła uwolnić się z jego ust. Na początku lekko przygryzł swoje zimne, truskawkowe wargi, a potem mocniej i mocniej, aż czerwona stróżka krwi popłynęła ciurkiem po jego brodzie. Uzuamaki kątem oka zauważył czerwoną ciecz.
- Uchiha…. Nie rób sobie krzywdy. Możesz przecież jęknąć – uśmiechnął się lubieżnie do kruczoczarnego chłopaka.
- Nie chcę kończyć zabawy – odparł, łapiąc blondyna za pośladki i z nachalnością wpijając się w jego malinowe usteczka. Wplótł zgrabne dłonie w złociste, miękkie włosy. Owijał kosmyki wokół palca, gdy niższy chłopak skierował swoje ręce na jego męskość. Złapał ją w swoją ciepłą dłoń, poruszając nią w górę i w dół, niekiedy przyciskając. Bawił i drażnił się z ostatnim członkiem z rodu uchiha. Czując swoją władzę nad panem „wszystkie wiem” i „jestem najlepszy” - uśmiechnął się. Kto by pomyślał, że pan idealny ma taką słabość jak Uzumaki?
Blond włosy chłopak wyjął rękę z bokserek Uchihy. Teraz, muskał dłońmi jego nogi, wędrując rękoma do kimona, które z szybkością ściągnął, ukazując półnagie ciało kochanka. Sam jeszcze był w ciuchach, ale nie kwapił się zbytnio do ich ściągania. Wędrował opuszkami palców po torsie „przyjaciela”. Wędrował, wędrował, aż znów zawędrował do spodni. Spojrzał na Uchihę drapieżnym wzrokiem i zabrał się do ściągania dolnego odzienia. Zębami złapał za rozporek i pociągnął go w dół. Polizał podbrzusze, poczym chuchnął gorącym oddechem w brzuch partnera, który się zaśmiał. Oderwał na chwilę głowę od klatki piersiowej czarnookiego. Ten śmiech był taki… nasiąknięty szczęściem, spokojem…. Był taki… prawdziwy? Wpatrywał się tępym, zaskoczonym wzrokiem na tą śliczna, bladą twarz, nawet nie wiedział, kiedy uchylił swoje wilgotne, malinowe usta.
- Czemu tak się na mnie patrzysz? – zapytał zadziornie Uchiha. Miał plan….a mianowicie, na wstępie zabawy – owszem pozwolił Uzumakiemu nad dominacją, ale nie zamierzał być do końca na dole. Chciał go zaskoczyć, pokazać, kto tu rządzi. Złapał za ramiona przyjaciela, przeturlawszy się tak, że to on był teraz na górze.
- I co teraz zrobisz?
I znów ten uśmiech Uzumakiego. Taki niepewny, a zarazem władczy. Czarnowłosy wpatrywał się na blondyna w niemałym osłupieniu, gdyż jego kolega zrobił pieczęć, a za Uchihą stał drugi Naruto, a raczej jego klon. Nie zauważył kiedy, a znów był na dole. Miał związane dłonie i klęczał na kolanach, na łóżku.
- Gotowy Uchiha? – zaśmiał się łagodnym śmiechem.
- Ja zawsze jestem gotowy – odparł spokojnie, nie będąc do końca pewny, co ten młotek planuje.
Nagle poczuł coś, co rozszerzało jego dziurkę. Było nierówne, smukłe i ciepłe. Jak się domyślał, było to zapewne palce niebieskookiego, który przygotowywał go do prawdziwej „zabawy”. Na początku było dość przyjemnie, związku z czym - zamknął czarne oczy. Wyobrażał sobie tą chwilę, odkąd opuścił Konohę. Wciąż ten sen, ta sama myśl. Te uczucie. Czymże one było? Przyjaźnią? Raczej nie… przyjaciela się nie wykorzystuje. Nienawiścią? Tu nawet pasuje rola ofiary, ale chyba bez przesady… sex z wrogiem? Paranoja…
Także więc… te uczucie… to chyba… to się nazywa miłość, prawda? Kiedy śnisz, marzysz, kiedy tęsknisz, pożądasz. To chyba to… bo cóż innego miało takie objawy?
Otworzył gwałtownie oczy. Teraz czuł, czuł ból, który przeszywał jego wnętrzności. Biodra kołysały się w przód i w tył, niczym koń na biegunach. Wypisany ból na twarzy Uchihy, przemieniał się w rozkosz i zapomnienie. Przymknął zmęczone powieki i pozwolił dokończyć rolę blondyna. Z tego zadowolenia nawet, nie zauważył, kiedy zaczął po cichu pojękiwać. Uzumaki zaczął napierać, coraz mocniej i coraz szybciej. Rżnął czarnowłosego, dopóki nie zaznał szczytu. Osiągając swój cel, wyszedł z Sasuke i z ociężałością opadł obok albinoskiego ciała. Jego oddech był szybki, płytki, a oczy zamglone, zapatrzone zadziornym spojrzeniem na kochanka.
- Jęczysz gorzej, niż baba – uśmiechnął się psotnie, wplatając dłonie w czarne kosmyki.
- Oj, zamknij mordę, chciałem cię podniecić, bo coś ci słabo szło – zatopił twarz w białą, puchatą poduszkę – motywowałem ciebie.
- To musisz mnie częściej motywować, bo to naprawdę było śmieszne – zaśmiał się.
- Nie będzie następnego razu –burknął w poduszkę.
- Jak to nie? – spytał, robiąc zdziwioną minę.
- Następnym razem, to ty będziesz jęczał jak baba – oderwał głowę od pierzyny, spoglądając z zadziorną miną na blondyna.
- Oj, Sasuke, Sasuke…. Ja nigdy nie będę jęczał jak baba, bo nią nie jestem. – poinformował blondyn, który chwilę później odpłynął do krainy Morfeusza, w ramionach zimnego drania.
Zgred-chan

komentarze [4]

Rozdział XIV "Wykorzystanie" >> czwartek, 2 kwietnia 2009 19:18:26
Ohayoo!Em... ano... mam nową notkę do starego opowiadania ^^"?
Nie jestem z niej dumna, bo jest napisana tak na odwal... prawie bez żadnych opisów... ale dodaje ją ;]. Dziękuję wuwusiek za komentarza ^^. Postaram też Ci coś skomentwać jutrzejszego dnia :D. Eh... no i... zapraszam na bloga: www.milosc-jak-pozytywka-sasunaru.blog.onet.pl
może też tam sie przeniosę na stałe? xp

~~!~~

Konohamaru doczekał się swojej „wymarzonej” kary. Kara jak kara. Brutalna? Może… niezapomniana? Na pewno. Sasuke wraz z Naruto potraktowali młodego dość surowo. Miesięczne sprzątanie śmieci oraz czyszczenie publicznych toalet w wiosce Taki-gakure, a także usługiwanie dwóm młodzieńcom oraz Sakurze, która uwielbiała dręczyć młodego chłopaka. Młodzieniec odgrażał się, że mimo wszystko opowie to, co widział, i że on będzie uważany za bohatera. Jednak, chyba zapomniał do kogo mówi, a gdy zorientowawszy się, co powiedział, było już za późno. Wisiał w powietrzu, trzymany za spodnie przez blond włosego chłopaka, który trzymał rękę pod strumieniem zimnej wody.
- Za każde dodatkowe słowo, zabieram ci misję rangi C i daję misję rangi D – uśmiechnął się triumfalnie ze swojego pomysłu.
- Jesteś okropny! – jęknął chłopak, niebezpiecznie machając kończynami ciała.
- Już możesz się pożegnać z dwoma misjami rangi C – blask równych, białych zębów uraczył genina i starszego chłopaka, który musiał przyznać, że Naruto wiedział, jak podejść nieznośnego malca. „Taa, w końcu też kiedyś taki był”. Kpiący uśmiech uraczył twarz czarnowłosego, który po chwili spojrzał wyczekująco na blondyna.
- A ty co? Marsz mi do łóżka! – rozkazał, puszczając z hukiem malca na podłogę i wskazując palcem w stronę drzwi od szpitalnej Sali Sasuke.
Brunet spuścił wzrok na podłogę, a jego uśmiech nagle znikł.
- Co to za mina? – zdumiony wyraz blondyna ukazał jakby troskę – Mam cię zaprowadzić do łóżka, czy jak? – zapytał, marszcząc brwi.
Wtem Uchiha spojrzał na Uzumakiego z błyskiem w oczach.
- Co?! O niee…. ZAPOMNIJ! – naburmuszył się, machając ręką – Cholerny z ciebie manipulator! – stwierdził.
- Naruto…. – miękki głos zabrzmiał w jego uszach.
- Nie zachowuj się jakbyś był w rui – rzucił, wykrzywiając minę – nie wiedziałem, że alkohol tak na ciebie działa.
- On już dawno nie działa, to co innego – uśmiechnął się lubieżnie – to afrodyzjak – podszedł do zażenowanego Uzumakiego. Spojrzał na te piękne, błękitne tęczówki z triumfem.
- afro… co? Szefie, co to jest? – dobiegł ich zdziwiony głos z podłogi.
- Rano spytasz się Kakashiego, on ci wytłumaczy co i jak, może nawet oprze to, na przykładach z życia. – z trudem trzymał nerwy na wodzy – Konohamaru, już mi do łóżka. Pewnie się o ciebie martwią, a ty od rana zaczynasz ważną misję – ponaglił wnuczka trzeciego Hokage.
- Aleeee….
- Żadnych ale! Muszę pogadać z tym zboczeńcem – warknął w stronę smolistych tęczówek.
Genin posłusznie skinął głową, udając się ku wyjściu. Już dawno nie widział Uzumakiego w takim stanie, a jak już, to wolał zniknąć z zasięgu jego wzroku gdyż młody Hokage był nieobliczalny, wręcz okrutny, co zresztą zdążył już zasmakować na własnej skórze.
- Nareszcie sami – zuchwały uśmieszek zagościł na bladej twarzy bruneta, który oblizywał koniuszkiem języka swoje wargi. I znów ten błysk w oczach – to na czym my to skończyliśmy? – podszedł jeszcze bliżej do blondyna tak, że ich czoła omal się nie stykały. Objął talię niebieskookiego i przyciągnął go do swojej klatki.
„I co teraz? Mam go zabić? Walnąć? Wykorzystać, udusić?” – rozmyślał blond włosy, który po krótkiej chwili wpadł na genialny pomysł - Wykorzystać. „Hehe, odechce Ci się Uchiha”.
Ostatni raz pozwolił się pocałować w obojczyk przez wyższego chłopaka.
- No Uzumaki…. Boisz się mnie? – zaśmiał się.
- Ciebie? Jęczącej baby? – prychnął oburzony.
- Wcale nie jęczę jak baba, poza tym… - nie dokończył, gdyż jego „przyjaciel” z groźnym wzrokiem przyparł go do ściany.
- Poza tym? – uśmiechnął się wyzywająco, spoglądając w czarne jak noc oczy.
- Poza tym, to ja mam kontrolę – dokończył spokojnie.
- Serio? A ja myślałem, że to teraz ty jesteś w dołku. – powolnie zaczął muskać jego zimny obojczyk, który wystawał z luźnego, białego kimona. Zassał się w jego rozgrzaną szyję, zostawiając czerwoną malinkę. Taką dużą, owalną, koło karku. Rękoma gładził jego wyrzeźbiony od ciężkich treningów brzuch, kierując ręce na jędrne pośladki partnera, żeby wbić się paznokciami w tylną część ciała, i z brutalnością zasmakować jego czekoladowych usta, gdyż taki miały smak. Gorzka czekolada. Na pozór smakowita, nie wyróżniająca się. A jednak… gdy się jej zasmakowało była inna. Tak jak człowiek. Nigdy nie ocenia się ludzi tylko i wyłącznie po wyglądzie. Bo wygląd, tak jak gorzka czekolada może być mylny. Ale go to nie odstraszało. Nadal całował go drapieżnie, z nachalnością, podgryzając mu wargi, równocześnie ssając.
- Co tak drapieżnie, Uzumaki? – wyrwał się na krótko czarnowłosy, a jego szybki, gorący oddech, drażnił szyję jasnowłosego.
- Przymknij się.
Gwałtownie wepchnął Uchihę do szpitalnego pokoju, tak aby nikt ich nie zauważył. Popchnął go na zaścielone łóżko, które pachniało lawendą i z zwycięskim uśmieszkiem, usiadł na nim okrakiem.
- Teraz się przekonamy, czy jęczysz jak baba
Zgred-chan

komentarze [2]

Złudna iluzja >> sobota, 28 marca 2009 19:56:48
Gomena.... nie pisałam notki prawie cały rok. Chciałabym zacząć od nowa z nowym opowiadaniem. Do starego może jeszcze kiedyś wrócę.

~~!~~

Kierował się w stronę wielkiego, purpurowego budynku znajdującego się wśród wielkich, solidnych, rozłożystych drzew. Ich wielkie jak dłonie liście rzucały cień, pod którym w upalne dni przysiadywali uczniowie. Tak, budynek, do którego zmierzał zwał się szkołą lub potocznie zwany przez młodzież „budą”. Był trzeci czerwca, czyli minęły już dobre dwa miesiące od początku roku szkolnego. Chłopak stanął przed silną, mosiężną, na oścież otwartą bramą i poczuł lekki dreszcz emocji, w końcu nie wszystkim udaje się dostać do, tak znakomitego liceum, jakim jest „Kirirum”. Sportowa szkoła średnia dla osób szczególnie utalentowanych fizycznie jak i intelektualnie, bądź, jak kto woli uhonorowanych poprzez znajomości. Zląkł się na samą myśl o tych wszystkich mięśniakach grasujących po szkolnym korytarzu i dokuczających lepszym w dziedzinach umysłowych – przecież, nawet teraz, przed lekcjami wyciągają haracze. „I ja mogę stać się taką ofiarą, w końcu dostałem się tutaj tylko dzięki swoim ocenom i znajomości ojca” – przemknęło mu przez myśl, lecz odepchnął ją błyskawicznie. „Nie, przecież nie każdy może być kapitanem drużyny siatkarskiej, zawodnikiem kendo i mistrzem pływackim w rodzinnym mieście, mimo że mieszkałem w Osaka przez dwa lata, to i tak długo, nawet związałem się z tym mitycznym miastem”. Uśmiechnął się lekko i zmierzwił włosy ręką. „Będzie ciężko, nowe miasto, nowi ludzie, nowe hobby i zwyczaje, że też ojciec dostaje kontrakty na drugim końcu kraju”. Ruszył z wolnym krokiem w stronę drzwi wejściowych, prowadzących do wnętrza kolosa.


- Sasuke! – Rozbrzmiał głośny, męski głos należący do silnie umięśnionego mężczyzny z lekkim zarostem na twarzy i fajką w ustach.
- Taa, o co znowu chodzi Asuma? – Zapytał ze znudzonym i lekceważącym głosem chłopak w czarnych włosach.
- Nie takim tonem Uchiha – pouczył go warknięciem – Nie jestem twoim kumplem z podwórka, abyś mówił do mnie po imieniu.
- Lanie w banie, mów, po co mnie zatrzymałeś – wywrócił teatralnie oczami – nie ma dyrektorki, więc możesz sobie darować te teatrzyki o dyscyplinie i manierach – oparł się o róg pobliskiej szafki na książki.
- No dobra – nauczyciel stanął w bardziej wyluzowanej postawie i złączył dłonie, przecierając nimi, aby pokazać, że szykuje się coś naprawdę ekstra. – W piątek gramy w zawodach koszykówki w centralnej hali w środkowym Tokio, trzeba zwołać drużynę i opracować taktykę.
- I o to tyle zamieszania? – Mruknął, poprawiając kosmyk włosów spadających mu do oczu.
- Chciałem wiedzieć, czy wystąpisz.
- A czemu nie miałbym? – Podniósł pytający, zimny wzrok – Jestem kapitanem drużyny i miałbym tak po prostu nie wziąć udziału w rejonowych zawodach? – Na jego twarzy pokazał się wyraźny, kpiący uśmieszek – byłbym głupkiem, gdybym to przegapił.
- Szacuneczek koleżko – muskularna dłoń powędrowała na ramię ucznia, powodując na jego twarzy lekki grymas bólu. – Po prostu chciałem wiedzieć, czy nie masz w planach treningów do mistrzostw szkolnych w boxie.
- Taa... mam jeszcze czas – poprawił podkoszulek, na którym jeszcze nie dawno spoczywała dłoń nauczyciela. – Coś jeszcze? – Spytał, lecz nie dany mu było dostać odpowiedzi, gdyż Kotetsu – nauczyciel fizyki – przybiegł wraz z nowym blond włosym uczniem. Hagane jest obecnie najmłodszym nauczycielem w szkole, a jego różnica między nim, a Uchihą wynosi niecałe 7 lat, i pewnie, dlatego uważany jest za jednego z najlepszych i wyrazistych nauczycieli w szkole. Jego twarz, choć zakryta pod dwoma plastrami na twarzy, które zawsze miał na nosie i brodzie, nie oszpecały go, lecz dawały mu pryzmat pewnego i lubiącego bójki mężczyzny, dlatego też przykuwał wiele spojrzeń młodych dziewczyn, lecz tylko spojrzeń, gdyż wiadomo było, że najprzystojniejszym chłopakiem w szkole był on. On, czyli Sasuke Uchiha.
- Słuchaj Asuma – zaczął bez krepowania – masz jeszcze wolne miejsce w drużynie siatkarskiej? – Podszedł nieco bliżej wraz z jasnowłosym młodzieńcem – Wiesz, chłopak w dawnej szkole był kapitanem w siatkarskiej, może być niezły – machnął ręką na stojącego za jego plecami chłopaka – Sasuke – zwrócił się do Uchihy - Może oprowadzisz kolegę po szkole? Wiesz jego ojciec jest bardzo wpływowy – końcowe zdanie wypowiedział bardziej do Asumy, niż do Uchihy.
- Spieprzaj – prychnął brunet, idący już w stronę paczki swoich przyjaciół – Nie jestem niczyją niańką – dodał przez ramię i z dumną postawą znikł im z oczu w tłumie zainteresowanych jego osobą nastolatków.
- Uroczy – bąknął Uzumaki pod nosem. – Aż promieniuje od niego uprzejmością i chęcią pomocy na rzecz innych – skwasił minę, obserwując Uchihę otoczonego przez tutejszych uczniów.
Wyrośli mężczyźni spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Chłopakowi nie podobały się te, szaleńcze spojrzenia obu nauczycieli. Wyglądali jakby mieli wielką satysfakcję i dobrą zabawę z jego odmienności albo bynajmniej z nowości; Zerknęli na blondyna równocześnie, tak samo jak wypowiedzieli słowa skierowane ku niemu.
- No to, życzymy powodzenia Uzumaki Naruto! – Rzucili chórkiem jakby czytali w swoich myślach. – Jesteś jedynym blondynem w naszej szkole, będziesz miał wiele problemów, wielbicieli i wielbicielek – parsknął rozbawiony Kotetsu w porównaniu do Naruto, którego twarz przybrała oszołomioną minę.
„Wielbicieli?” – w jego głowie obijał się ten wyraz kilkakrotnie, zanim zrozumiał sens tego słowa. „ Świetnie.... nie dość, że ludzie są tu, aż nadto towarzyscy, to jeszcze geje, co za kosmiczna buda”.
Zgred-chan

komentarze [2]

Rozdział XIII "Tani syf" >> sobota, 14 czerwca 2008 16:28:18

Ohayoo! Chciałabym się spytać jak tam u was wygląda z nowym szablonem? Jest śliczny, ale niestety trzeba przyznać, że się rozjeżdża, kiedy wyskakują reklamy... i dlatego jeśli wam to przeszkadza, mogę go zmienić, ale ten zrobiła mi koleżanka z klasy :D. Dziś daję "upragnioną" - jak mam nadzięję - notkę. I chcę wyjaśnić nieco poniższy tekst. Od taniego syfu (piwa, wódki - robionego przez nieprofesjonalistów) można wylądować w szpitalu na odtruwanie żołądka ;) Mam nadzięję, że zrozumiecie, dlaczego Sasek wylądował w szpitalu ;D

###


- Razem, powiadasz? – Zmierzył go pytającym wzrokiem, zaczerpując świeżego powietrza do płuc.
- Tak, razem. – Naruto usiadł na krześle, chowając twarz w dłoniach, które wędrując coraz wyżej zmierzwiły blond kosmyki jego włosów – tylko powiedź mi prawdę – podniósł wzrok na jego onyksowe oczy – muszę wiedzieć, jakie brzemię, za czyny wioski będę nosił do końca życia na barkach i jestem gotów ponieść za nie pełną odpowiedzialność.
Sasuke zawahał się na moment wsłuchując się w słowa Uzumakiego. Pomyśleć, ze to ten sam Naruto, którego dla zemsty porzucił ze swojego życia, uznając go za zwykłego śmiecia. A teraz? Czy coś się zmieniło? Na samym początku nadal tak uważał, ale... nie, to jakiś żart. On się z niego nabija, mówiąc, że mu pomoże. Najprawdopodobniej chce go zabić, bo przecie, kto by nie chciał zabić i poniżyć osoby, która chce zniszczyć ukochaną dla shinobi wioskę? Chociaż... jeśli chciałby Go zabić, to z pewnością zrobiłby to już dawno temu ku najwygodniejszej okazji, która przecie nie raz już się trafiała. Tak, czy inaczej, ten mentlik słów w jego głowie, przypadkowo znalazł ujście w jego ustach.
- To oni kazali Itachiemu zabić mój klan, co do ostatniego członka... – Wyszeptał, nie świadom do końca sensu wypowiedzianych słów.
- Jacy Oni? – Naruto z wymalowaną troską na twarzy przełknął z trudnością ślinę i nastawił uszu.
- Wasz trzeci i niejaki, Donzo – na twarz bruneta znów wpełza pogarda, wrogość i brak zainteresowania. – Dla dobra wioski chcieli zabić cały klan uchiha, zadowolony?! – Zmierzył go morderczym, pełnym wyrzutu wzrokiem. – A teraz... – Puścił się stołu chcąc odejść, lecz nie dane mu to było, gdyż chwiejne nogi, nie przywrócone jeszcze do samodzielnego funkcjonowania traciły równowagę, zaś umysł świadomość z rzeczywistością – pozwóóó.... – Nie dokończył, upadł. Leżał na ziemi, znikł z pola widzenia, nie świadom niczego, zasnął.
Uzumaki podniósł się z krzesła i nie widząc Uchihy wychylił ostrożnie głowę za drugi koniec stołu. Ujrzawszy nieprzytomnego czarnowłosego na podłodze zmarszczył mocno brwi w geście zdziwienie i niezrozumienia.
- A temu, co znowu? – Zapytał siebie, nie pojmując do końca, co się dzieje.


***

Na białym, owalnym zegarze, czerwona wskazówka powoli opuszczała liczbę jedenastą kierując się mozolnie ku dwunastce. Jej zapał był przygasły. Była znużona całodniową pracą, którą wykonywała. Wycieńczona jakby z natłoku obowiązku ruszała się coraz wolniej, chcąc odpocząć, ale nie tylko ona czuła się tej nocy zmęczona. Był ktoś jeszcze. Ktoś, kto wpatrywał się w ten biały zegar, który wisiał na równie intensywnej, białej, szpitalnej ścianie. Czując ogromne znużenie przymrużał zamglone od wycieńczenia oczy. Jego oddech stawał się coraz bardziej płytszy, krótszy. Chłopak siedząc na niewygodnym, drewnianym krześle niespodziewanie i przeciągle ziewnął. Czuł, że zaraz zaśnie na starym siedzeniu z drzazgami, które niemiłosiernie dawały mu o sobie znać. Podniósł ręce wysoko w górę, aby rozprostować unieruchomiony kręgosłup i rzucił zamulone spojrzenie w kierunku łóżka.
Nic, kompletnie nic. Znudzony podszedł do wielkiego, metrowego, na wpół otwartego okna. Wyjrzał za nie w poszukiwaniu czegoś wyjątkowego, albo chociażby oczekiwanego, co nazywało się gołębiem pocztowym, którego wysłał z rana. Ale i jego nie ujrzał. Zdegustowany oparł głowę o rękę i martwym wzrokiem spoglądał w gwieździste niebo.
Pomimo mozolnego grzebania się wskazówki zegara, ukazała się dwudziesta czwarta trzydzieści pięć. Blond włosy mężczyzna z opartą głową na rękach, otworzył gwałtownie lazurowe oczy, które najprawdopodobniej wzięły odpoczynek przez minioną godzinę. Zaskoczony swoją drzemką oderwał się od okna i chcąc udać się do łazienki potknął się o rzecz z niewytłumaczonego źródła pochodzenia i wpadł niezdarnie twarzą w czyjś tors.
- Kuso – syknął, odrywając policzek od pół nagiego ciała.
- Nieźle Uzumaki, nie wiedziałem, że na mnie lecisz, ale to by tłumaczyło, dlaczego tu siedzisz od paru godzin. – Choć w pomieszczeniu panował odwieczny mrok, Naruto zdołał ujrzeć kpiący uśmieszek przyjaciela, który będąc o pół głowy wyższy, wpatrywał się na niego z góry.
- Oj, przymknij się, - rzucił oburzony – jesteś mi winien pieniądze, które mi zwędziłeś na festiwalu – mruknął, poprawiając wygnieciony płaszcz Kage.
- Serio? – Uchiha podniósł brwi z niedowierzania – Nie martwiłeś się o mnie?
- Pff, napiłeś się tylko taniego syfu. pijaku – dogryzł mu Uzumaki, cofając się o krok do tyłu, aby nie stać za blisko Sasuke.
- Ile? – Zapytał rodzić wielkiego klanu, robiąc krok do przodu i z wymalowaną satysfakcją dodał – Nie uciekaj, Uzumaki, chcę wiedzieć ile Ci jestem winien. – Uśmiechnął się psychopatycznie – I czy mógłbym spłacić to w inny sposób?
- Inny to znaczy, że musiałbyś przez kilka miesięcy pracować w polu. – Prychnął blondyn na widok durnego uśmieszku bruneta.

***

Pełny energii brnął żwawo przez ciemną, uśpioną wioskę, rozglądając się w poszukiwaniu błękitnego budynku; Do jego nozdrzy trafiał zapach dzikich róż, które rosły przy drodze, a nocne latarnie wraz z księżycem i gwiazdami oświetlały mu doskonale ścieżkę, po której zmierzał. Chcąc dotrzymać towarzystwa swojemu szefowi wymknął się z domu niezauważalnie, kiedy wszyscy zasnęli wygodnie w swoich łóżkach i tryskając energią, podskakiwał z jednej nogi na drugą, nucąc coś pod nosem.
Zbliżając się do celu zwolnił nieco kroku i z wymalowanym podziwem na twarzy przyglądał się ogromnej, błękitnej i zarazem zamkowej budowli, która swoje lokum znalazła na krańcu wioski. Dookoła niej porozrzucane były mini fontanny, które wyglądały zniewalającą w świetle księżyca. Ich woda tryskała słabym, nierównym ciśnieniem, podskakując, co chwila ku górze i upadając ku dołowi. Konohamaru wpatrywał się jak oczarowany, jakby był Alicją, która znalazła się w krainie czarów.
Spojrzał w bok, gdzie znajdował się stary, solidny dąb, który swoimi gałęziami i z liśćmi jak dłonie przykrywał połowę szpitalnej ściany, nadając temu miejscu niepowtarzalny urok. Zafascynowany nieziemskim ogrodem przełknął z przejęcia ślinę i z niechęcią, a nawet z przykrością musiał postawić kroki ku wejściu, aby opuścić to, jakże cudowne miejsce.
Kierował się w stronę schodów, kiedy pojął, że byłby to najgłupszy błąd w jego życiu. Tak bardzo zachwycił się ogrodem, że całkowicie stracił trzeźwość umysłu; Rozejrzał się za czymś, co mogłoby mu pomóc w dostaniu się do środka budynku. Lustrował wszystko dokładnie, analizując i kalkulując, jednak nie widział nic, co by mogło mu pomóc poza starym dębem. Tak, więc nie zastanawiając się ani chwili dłużej podszedł do niemłodego drzewa i zaczął się po nim wspinać.

***

- Uzumaki, nie daj się prosić – zaczął po raz któryś z rzędu Uchiha, który swoimi umięśnionymi ramionami oplatał talię blondyna, a zlodowaciałymi ustami składał delikatne, chłodne pocałunki na jego szyi.
- Sasuke, nie – powtórzył Naruto, który próbował się wyrwać z uścisku bruneta.
- Nie wyrywaj mi się – warknął Uchiha, dociskając blondyna ku sobie – i tak Ci się nie uda – jego dłoń wędrowała po dolnych partiach blondyna, który z przerażenia desperacko go odtrącił. Tracąc równowagę Sasuke ze wściekłości złapał za długawy rękaw jasnowłosego, powodując, że jego upadek na łóżko nie był osamotniony. Naruto mimo woli leżał nad nim, twarzą wtuloną w jego pierś.
Kiedy tak spoczywali w milczeniu, słychać były odbicia ich serc. Głębokie, szybkie, nierównomierne. Naruto nie odzywał się, będąc zażenowanym i zawstydzonym całym tym zajściem, a Uchiha... uśmiechał się z satysfakcją jak to miał w zwyczaju i czekał na kolejny ruch Uzumakiego. Wszystko jeszcze dałoby się wyjaśnić, gdyby nie pewna osoba, która stanęła jak wryta widząc dwóch mężczyzn razem na łóżku, w tym jednego do połowy rozebranego.
- Szefie... ja... – Jąkał się Konohamaru, robiąc się coraz bardziej czerwonym jak burak – ja... ja.. jjjj... – Chciał już przeprosić, gdyby nie pewien szantaż, który zarysował się w jego głowie – A ja wszystkim to rozpowiem! – Palnął tak głośno, że cały szpital mógł go usłyszeć.
Naruto tracąc kompletnie nerwy, zerwał się migiem, odrywając się od Uchihy i z zabójczym spojrzeniem ruszył na młodego genina.
- Jeszcze zobaczymy, Konohamaru – ryknął, udając się w pogoń za wnukiem trzeciego. Młody genin z rozbawianiem uciekał przed karą niedoświadczonego Hokage, który co krok omal się nie zabijał o przydługi płaszcz. Byłoby całkiem fajnie dla tego dowcipnisia, gdyby nie Sasuke, który postanowił pomóc swojej nowej zabawce. Tak, więc kara była przeraźliwa, okrutna i dość paskudna, jak to można się spodziewać po dwóch najprzystojniejszych mężczyzn z Konohy. Jeden za młodu dowcipniś, zaś drugi intelektualista. Mieszanka wybuchowa, a kara wyjątkowa.

Zgred-chan

komentarze [15]

Rozdział XII "Mów do rzeczy" >> sobota, 7 czerwca 2008 23:28:58
Ha! Oto nowa aczkolwiek krótka notka z dalszym ciągiem opowiadania x] nie wnosi zbyt dużo do fabuły, ale jest wprowadzeniem do kolejnej już nieco dłuższej części, która prawdopodobnie ukaże się jutro wieczorem lub pojutrze ranem... albo popołudniu (do godz. 13 nie mogę wchodzić na myloga, gdyż trwają konserwacje ==*) Hah! Nadrabiam nieco tempo pisania, prawda? ^^. A teraz muszę wam serdecznie podziękować! Licznik pokazuje ponad 11350 wejść! Jesteście Wielcy ;*! Ah, i jeszcze coś! Muszę się wam pochwalić, że wpisując "Sasunaru" w wyszukiwarce google link mojego bloga jest, aż czwarty ^^! Normalnie samoocena leci w górę ;D. I niesamowice muszę wam jeszcze podziękować za te, motywujące komentarze z waszej strony ^^ To takie miłe, przyjemne uczucie jak się widzi, że ktoś to czyta i jest ciekaw dalszego ciągu opowiadania :) Bardzo wam dziękuję! (chaotycznie, ale szczerze z głębi serca ^^)
PS NOTKA NIESTETY PRZENIESIONA NA SOBOTĘ

###

Nastał nowy, słoneczny dzień. Na srebrnym, owalnym zegarze, złote wskazówki pokazywały godzinę dziesiątą rano. Słońce wdzierało się do cytrusowego salonu budząc czarnowłosego chłopaka, ułożonego w niewygodnej pozie na bordowej kanapie. Zaczerwione oczy otworzyły się z trudem, w głowie wirowało, a w brzuchu się przekręcało. To były jedne z nielicznych skutków wypicia nadmiernej ilości alkoholu we wczorajszym dniu. Próbując wstać, chwycił za ramię sofy i z ledwością stanął na równe, lub raczej nierówne nogi. Czując nieziemską suchość w gardle, szybkim, chwiejnym krokiem udał się do kuchni, w której przesiadywał z gazetą w rękach, Naruto.
- I jak samopoczucie? – Zapytał jakby niby nic – Jesteś pewien, że chcesz pić akurat mleko? – uśmiechnął się cynicznie za skrawkiem brukowca.
Uchiha nic mu nie odpowiedział. Chłonął tylko niechlujnie mleko, rozlewając je po podłodze, blacie i koszuli. Liczyło się tylko to, że zaspakajał swoją potrzebę, a rozum mu podpowiadał, że już nigdy nie ruszy alkoholu. Jednak dopiero teraz zrozumiał swój prawdziwy błąd. Odstawiając pusty karton mleka, pognał do łazienki.
- A mówiłem, że mleko to nienajlepszy pomysł? – Uzumaki parsknął śmiechem.
- Zamknij się! Mogłeś mi powiedzieć – dobiegł go wściekły ryk z łazienki.
- Mówiłem, nie słuchałeś! – Wziął kubek ciepłej herbaty z cytryną i zaczerpnął z niego łyka – Jak wyjdziesz, to musimy koniecznie pogadać, Uchiha – odkrzyknął.

Naruto kończąc gazetę odłożył ją spokojnie na stół i stwierdzając, że jest mu niewygodnie przeciągnął się jak kociak, aby rozprostować odrętwiałe mięśnie podczas czytania. Zerknął raz jeszcze na zegarek, który pokazywał za dziesięć w pół do jedenastej. „Przez te wszystkie lata nauczyłeś mnie jednej, najważniejszej rzeczy Jirayja, a mianowicie, że lepiej nie pić za dużo wódki, bo są to zbyt wielki skutki, które bywają nieodwracalne; dostrzegłem to, po twoim przykładzie - jak biegałeś, zwracałeś, śmierdziałeś i wydawałeś pieniądze ” – wspomniał swoje przyrzeczenie z młodszych lat, że nie tknie alkoholu. To, co widział, doskonale zarysowało mu obraz, w którym nie miał najmniejszej ochoty nigdy w życiu uczestniczyć. Rozmyślając tak, o dawnych latach, nawet nie zauważył, że u progu drzwi, od kilku minut stoi Sasuke.
- Czego młotku? Streść się póki mam chwilę spokoju z tą bieganiną.
Uzumaki podniósł głowę do góry, napotykając zaczerwienione, ospałe oczy Sasuke. Ściągnął nogi ze stołu i gestem ręki wskazał miejsce dla Uchihy.
- Siadaj – poprosił – wczoraj dużo się dowiedziałem o twoich planach - zlustrował go zlodowaciałym spojrzeniem.
- Doprawdy? – Podniósł prawą brew do góry – ależ słucham wielkiego – splótł ręce na piersi, wyczekując na dalszy ciąg rozmowy.
- W zamian za tą informację, mam wobec Ciebie dług, który możesz pomyślnie wykorzystać, gdyż taką zawarłem z Tobą umowę.
- Ooo, jak miło, że dotrzymujesz obietnic z pijanym gościem – zironizował rodzić wielkiego klanu – do rzeczy, Uzumaki, do rzeczy.
- Słuchaj – podniósł się z krzesła, a ręce oparł gwałtownie o stół – mówiłeś mi, że chcesz zniszczyć Konohę, a ja się teraz Ciebie spytam, dlaczego?
- To jest i wyłącznie, tylko moja prywatna sprawa. – Podniósł głos, błyszcząc niebezpiecznie zębami.
- I tu się mylisz, Uchiha i tu się mylisz, bo ja się tutaj wtrącę! Nie zostawię tego tak na pastwę losu. Nie pozwolę, abyś zmarnował sobie życie przez takie głupstwo!
- Głupstwo powiadasz? – Wstał, mierząc się morderczymi spojrzeniami z Uzumakim – Nie pomożesz mi, ani nie przeszkodzisz, ponieważ nawet nie znasz powodu, czemu chcę to zrobić, nie znasz całej prawdy o mnie i moim klanie!
- Może, zresztą… tak jak Ty o mnie. Nie udawaj jedynego, który jest poszkodowany i mi to wytłumacz!
- Nie jesteś moja matką, abym się Tobie tłumaczył!
- Bo nie jestem, ale kiedyś byłem twoim przyjacielem, jeśli Ci łaska pamiętać, Uchiha! Mam u Ciebie długi, chociażby ten wczorajszy i ten, w którym uratowałeś mi życie podczas walki z Haku.
- To była inna historia, a jeśli masz mi spłacić te długi, to się kurwa nie wtrącaj, jasne?!
- Nie unerwiaj mnie! Specjalnie dostałeś po łbie, abyś nie zaprzepaścił tej szansy na jednym razie w łóżku ze mną jako upity, tylko zostawiłem ją, do czasu, kiedy otrzeźwiałeś, abyś mógł ją dobrze wykorzystać, a teraz gadaj i nie pierdol! –Wywrzeszczał mu potok słów prosto w twarz. Denerwował się, nawet bardzo się denerwował, gdyż świadczyło to o tym, że jego ręce niemiłosiernie drżały jak galareta, oczy mrugały z podwójną szybkością, oddech był bardziej cięższy, a głos mu się łamał jakby z bezsilności. – Razem możemy więcej... – Wylał ostanie swoje myśli na głos.

Zgred-chan

komentarze [7]

Rozdział XI "Cała prawda" >> środa, 4 czerwca 2008 23:03:39
Hyhy, zabijecie mnie (ja wam to po prostu mówię). Zwolniłam tempo w opowiadaniu, gdyż stwierdziłam, że Sasuke stał się zbyt miękki XD. O rany, co ja porobiłam! Mówię wam, jakaś telenowela z tego wyjdzie! Pewnie znajdziecie jakieś błędy, ale nie mam już sił, aby je poprawić - wszystko mnie drażni w chwili obecnej ==. Ah! I jeszcze wczoraj narodził mi się w głowie kolejny zarys sasunaru w innej wersji, a właściwie zrodził się dzięki filmowi, w którym wystąpił Eddy Murphy (czy jak to się te nazwisko pisze). Naruto - jako glina - wciela sie do gangu, w którym dowodzi Sasuke :D Po prostu jestem zachwycona własnym geniuszem XD. Narazie mam tylko skrawek tego opowiadania, ale gdybym miała je opublikować, to chyba już na innym blogu :). A teraz nie przedłużam i daję kolejną część opowiadania ;)

###

Dwaj przyjaciele udali się do łazienki. Nie szli długo, gdyż okafelkowane pomieszczenie z prysznicem oraz wanną, znajdywało się o jedna parę drzwi dalej od kuchni. Naruto z wypisanym uśmiechem wepchnął Uchihę do środka, a jego głowę włożył pod strumień lodowatej wody. Czarnowłosy chciał już zaprotestować, gdyby nie głos Uzumakiego, który odbił się echem po kafelkach.
- Wiesz, od pewnego czasu, zastanawiam się, co powoduje, że człowiek się zmienia.- Zawahał się, poczym ciągnął dalej - Nie chodzi mi o zmianę fizyczną, lecz o tą psychiczną – Sasuke zauważył, że z każdym słowem wypowiedzianym przez blondyna, jego uśmiech zmniejszał się o cal, a kiedy tych cali nagromadziło się dosyć sporo, jego uśmiech jak bańka mydlana znikł całkowicie z jego twarzy.
- I? – Sasuke przekręcił głowę w stronę głosu przyjaciela, pokazując tym samym, że słucha swojego rozmówcę.
- Doszedłem do wniosku, że zmieniamy się przez ludzi – szorował dokładnie głowę czarnowłosego chłopaka, zdejmując zawieszone kawałki cebuli na czarnych kosmykach – Zapoznając się z kimś, ofiarujemy naszą cząstkę siebie, kawałek duszy jak nitkę z kłębka. Dajemy ją osobie na przechowanie, aby ją pielęgnowała najlepiej jak tylko potrafi, a w zamianę, rezerwujemy ten kawałek, tą nitkę tylko dla tej osoby. Jest to piękne, a zarazem okrutne. Widzisz, jeśli podarujemy tą nitkę osobie, która odchodzi, to ta cząstka, nitka naszej duszy, odchodzi wraz z jej właścicielem. A przecież ta nitka, to ona, kawałek po kawałku tworzy kłębek nitek - naszą duszę. Jeśli rozdajemy ludziom nitki, które tworzą nasz kłębek, naszą duszę, a ludzie, którym powierzyliśmy te drobne sznurki, znikają, odchodzą.... zabierają je razem ze sobą, zabierają kawałek naszej duszy i powodują, że ten, nasz kłębek nitek, już nigdy nie będzie w całości – zakręcił kurek od wody, poczym podał suchy ręcznik przyjacielowi.
- Co zamierzasz mi przez to powiedzieć? – Rozkojarzony mową kolegi, Uchiha niezręcznie wycierał mokre włosy.
- Dawny Naruto, którego kiedyś znałeś już nigdy nie wróci, Uchiha... – Zmierzał w kierunku drzwi, kiedy poczuł uścisk na swoim nadgarstku – nie proś, za dużo osób odeszło, abym mógł być taki sam...
- To pozwól mi poznać tego Naruto, którego jeszcze nie znam – niepewne, proszące spojrzenie zerknęło na błękitne, wyrozumiałe oczy.
Uzumamki pustym wzrokiem spojrzał w czarne oczy Sasuke. Nic nie powiedział, wyszedł. Bezceremonialnie, bez odpowiedzi, zniknął za drzwiami łazienki. Uchiha zagryzł zęby. „Co za dureń i te jego pieprzone gadki” zdołał pomyśleć, zanim do łazienki wszedł Suigetsu.
- I jak się plan wiedzie? – Zapytał go ze swoistym, drażniącym uśmieszkiem na twarzy.
- Doskonale, myślę, że połknęli haczyk – szaleńczy, psychopatyczny wyraz twarzy zagościł u Sasuke – Ten głupek, wierzy w moją zmianę. – Chłodny, zlodowaciały głos obił się o uszy niebiesko włosego.
- To, kiedy zaczynamy? – Zmienił nieco tor pytań, widząc zachowanie Uchihy.
- Już niedługo, już niedługo – uśmiechał się pożądliwie, kołysając się ku wannie, którą kurczowo trzymał rękoma. – już niedługo, pomszczę cały ród – zaśmiał się bez emocjonalnym, suchym śmiechem, choć serce mu podpowiadało, że to będzie jego najgorszy i najobrzydliwszy czyn jaki uczyni, czyn, którego będzie żałował do końca swych dni. (Wybaczcie za te chore zachowanie Sasuke, ale ja musiałam to napisać XD)

„No to pięknie, Uchiha, ależ Ty głupi jesteś” – zza drzwiami stał przysłuchujący się rozmowie dwóch mężczyzn, Naruto. Usłyszał wszystko to, co chciał wiedzieć, nawet i więcej. „Uh, ale wy ohydni jesteście” w jego umyśle zarysował się obraz gołego Sasuke i Suigetsu razem w niecodziennej postawie.” Wiedziałem, że coś planujesz, ale to? Br...”. Obrzydzony blondyn odszedł z pośpiechem od drzwi, przy których jeszcze nie tak dawno stał. Czuł, że żołądek mu się przekręca i czym prędzej pognał do kuchni, szukając umywalki, do której, po krótkim czasie mógł zwrócić swoje dzisiejsze śniadanie.
- Naruto, coś się stało? – Zapytała zaniepokojona Sakura, która zobaczyła niecodzienną reakcję, Uzumakiego.
- Nigdy więcej... – Wyjąkał, poczym łapiąc za wodę w butelce, wyszedł z domu.
- Ale... Naruto... Czego, nigdy więcej? – Przerażona jego zachowaniem, Haruno pomknęła do drzwi, krzycząc do zmierzającego ku lasowi, blondyna. Jednak, nie doczekała się odpowiedzi na swoje pytanie...

***

Dni mijały nieubłaganie, zbliżając się do końcowego dnia wielkiego festynu w wiosce Taki-gakure. Dzień ten, był wyczekiwany i upragniony, ponieważ miał wnieść wiele zmian w życie ludzi tej ubogiej wioski. Ten dzień był bez smutków i łez. Każdy się śmiał lub, chociaż próbował bądź udawał, że się śmieje. W końcu nie często zdarzają się takie festiwale, na których główną atrakcją są walki głów z różnych Krajów, a każdy odważny może spróbować wezwać Kage na pojedynek. Jak już napomknęłam, ten dzień był szczególny i wyjątkowy, zwłaszcza dla pewnej grupy młodych shinobi.
- Ludzie, zaraz się spóźnimy! – Zza drzwi łazienki wyleciała brązowowłosa dziewczyna. Ubrana w długi, ciemno zielony płaszcz, ozdobiony trzema, wielkimi kwiatami, które były ułożone u dołu kostiumu i jeden malutki, który znalazł sobie miejsce na piersi. Zaś w ręku dziewczyny spoczywał długi miecz, który zwany powszednie był jako katana. Ten kilogramowy ubiór Mizukage, sprawił zachwianie jego właścicielki, która z hukiem wylądowała na podłodze.
- Spostrzegawcza jesteś – mruknął Sasuke, spoglądając na koleżankę. – Zbieraj się, wszyscy już wyszli – podał jej pomocną dłoń, z której skorzystała.
- Tak, masz rację – Pozbierała się do porządku, chwytając za przydługi materiał sukni, poczym w trybie ekstremalnym wyleciała z mieszkania, pozostawiając zażenowanego, zdanego wyłącznie na siebie Uchihę

***

Dochodziła trzecia popołudniu, a walki kage kontra kage, wciąż trwały. Ku zdziwieniu Sasuke, Naruto w chwili obecnej tytułował jako najlepszy Kage, w końcu nie przegrał ani jednej walki, a na jego ciele nie było ani kropelki krwi. Był strasznie zacięty, groźny i taki... nieswój? W niektórych chwilach mogło się wydawać, że zabije jakąś z głów innej osady. Jego determinacja, pewność siebie i stanowczość zbudziła u wszystkich lęki, wobec jego osoby, a on z wypisanym zadowoleniem na twarzy podszedł do pękającego ze złości Uchihy.
- I jak? Chyba mi nie powiesz, że nie stałem się lepszy? – Uśmiechnął się triumfalnie, wycierając ręcznikiem spływający pot ze swojego czoła.
- Z demonem w środku, każdy by wygrał – dociął mu swoją zgryźliwością, Sasuke. Nienawidził przyznawać racji, wobec tego próbował ją omijać.
- Hah, ależ Ty głupi Uchiha – na jego twarz wtargnęła pogarda i zniesmaczenie, które tak strasznie kręciło czarnowłosego. – Kyuubiego używam tylko i wyłącznie do treningów. W dzisiejszym świecie, nie ma dla niego miejsca. – lustrował go zniewieściałym spojrzeniem, które nie przeszkodziło mu w przybliżeniu się do niego – Po prostu mi zazdrościsz – wysyczał mu gorącym oddechem prosto w lodowate usta, powodując u rodzica wielkiego klanu fascynację a zarazem pożądanie. Ciało Sasuke przeszyły przyjemne ciarki, takie kojące, zimne. Zdawało się, że jego oczy pożerają ciało blondyna. – Nie gap się tak, gdyż wyglądasz niezbyt inteligentnie, a poza tym – zaczął ściągać przylepioną do jego ciała przepoconą, czarną koszulę, ukazując doskonale wyrzeźbione ciało. – Mam Cię na oku, Uchiha – ostatnie, chłodne spojrzenie posłane ze strony Naruto, który udał się na kolejny pojedynek.
- Jeszcze Ci pokażę, kto jest lepszy – warknął, odgarniając niesforny kosmyk z czoła.

***

Dochodziła godzina dwudziesta trzecia w nocy. Czas festynu dobiegał już ostatecznie końca, co potwierdzali ludzie, którzy udali się do pubów, aby zaczerpnąć kieliszka alkoholu po męczącej i udanej zabawie. Wśród nich można było ujrzeć młodego młodzieńca o czarnych włosach i równie tego samego koloru oczu. Wyglądał bynajmniej na ignoranta, pozbawionego sensu egzystencji. Wpatrywał się tępo w lekko brunatny napój z białą, puchatą pianą. Jego ręce lekko drżały, co spowodowało wylanie szklanki z piwem, kiedy pragnął wziąć łyka do spragnionych ust. „Kuso” – przeklął, pośpiesznie wstając, aby brunatna ciecz nie ubrudziła jego ubrania. Pewnie, gdyby tego dnia nie byłoby oblewania sukcesu wioski, to gwarantowane by było, że ludzie spojrzeliby na Uchihę jak na zwykłego pijaka, ale nie dzisiaj. Tego dnia wielu ludzi było pod wpływem alkoholu, sexu bądź pieniędzy. Wioska żyła własnym, niecodziennym stylem życia. Wszędzie udało się usłyszeć głośny śmiech, egzotyczną muzykę i gorącą mowę ciała.
Do baru wszedł blond włosy chłopak wraz z różowo włosą dziewczyną. Dobrze ubrani, w stanie trzeźwości rozejrzeli się dookoła, szukając dobrze im znanej twarzy. Można by powiedzieć, że należeli do nielicznej grupy ludzi w osadzie, którzy nie byli pod wpływem alkoholu, toteż błyskawicznie zrozumieli, że Uchiha też musiał skosztował smaku grzechu beztroskiej wolności.
- Teraz nam wszystko wyśpiewa – rzekł stanowczym głosem Uzumaki, który kierował się ku czarnowłosemu.
- Jesteś pewien, czy to fair? – Dopytała niepewnie Haruno, nie wiedząc, o co dokładnie chodzi.
- Jak najbardziej, nie zamierzam czekać z założonymi rękoma, do póty, do póki ten głupek nie zaszkodzi w Konoha.
- A czemu miałby to robić? – oburzona Sakura podniosła głos i spojrzała wyczekującym wzrokiem na blondyna.
- Zaraz się dowiemy – pewny siebie, usiadł naprzeciwko pijanego Sasuke, przesuwając się, aby Sakura mogła się dosiąść – I jak tam, Sasuke?
- Świetnie – wybełkotał z trudnością – nie wiedziałem, że życie może być takieee relakkkssujące – wziął łyk piwa – Chcesz? – Podsunął szklankę pod nos Naruto.
- Nie, dzięki – zlustrował go wzrokiem pełnym niezrozumienia i zawodu – Masz jakieś plany na najbliższy czas? – Dążył dalej do wyjaśniania dziwnej rozmowy z Suigetsu.
- Taaak – podniósł pijacki, kpiący wzrok – przelecieć Ciebie – podniósł rękę kierując ją w kierunek blondyna.
- A poza tym? – Zatrzymał dłoń Uchihy, powstrzymując się ledwo od wybuchu złości, ta sytuacja była absurdalna, nigdy nie spodziewał się takiego stanu rzeczy po Uchihy – zamierzasz coś jeszcze?
- Pocałować Cię.
- A coś, co nie jest związane ze mną? – Jego nerwy były ku granic swoich możliwości, a śmiercionośne spojrzenie zetknęło się z czarnymi tęczówkami.
- A co masz na myśli? – Kręcił głową na wszystkie strony – spytaj się, o co ci kurwa łazi, nie widzisz, w jakim jestem stanie?
- Właśnie widzę – zmarszczył brwi – zamierzasz coś z Konohą?
- Oczywiście, że kurwa zamierzam – zamówił kolejne piwo.
- A możesz nam powiedzieć, co? – Zaciekawienie rosło zarazem u Narutoo jak i Sakury.
- A coś w zamian?
- Słuchaj – podniósł się na równe nogi, nabierając tonu – To ja zadaję pytania, nie ty!
- Spokooojnie... nie słyszałeś, że złość piękności szkodzi? Powiem Ci, jeśli spełnisz jedno moje życzenie, okey? – Oparł się wygodniej o ławkę.
- Zastanowię się. – Wykrzywił twarz.
- To ja tez się zastanowię. – Parsknął śmiechem.
- Dobra, mów, zgadzam się – wkurzony Naruto, chcąc jak najszybciej skończyć tą idiotyczną rozmowę, naganiał Uchihę.
- Oooo, jaka zmiana postawy.
- Mów do cholery! – ponaglił go po raz kolejny.
Następny, powolny łyk piwa ze strony czarnowłosego.
- Już Ci kurwa mówię – odbiło mu się – Chcę ją kurwa zniszczyć.


Zgred-chan

komentarze [7]

Info & Special! >> sobota, 31 maja 2008 15:24:45

Ha! Jestem! Oj chyba sobie nagrabiłam, ^^" ale postaram się to naprawić! Pewnie zauważyliście, że zmieniłam szablon :) Musiałam, ten czarny mnie dobija latem xP No, notki będą szybsze, gdyż idę do szkoły tylko przez następny tydzień, a potem już nie, x] luzik. Mam takie świetne oceny, że chyba sobie po gębie strzelę .XD Pierwszy raz w życiu będę mieć świadecto z paskiem Oo i 6 z geogry i bioli mam! To normalnie jakiś sen (albo mnie tir potrącił xP) Trochę jeszcze muszę tu naskrobać. Notki nie pojawiały się też z powodu problemów prywatnych... które (mam nadzieję), że nie wrócą ;) I strasznie przepraszam, że nie komentuję waszych blogów, ale ja naprawdę... jestem leniem w tych sprawach, a jak już komuś skomentuję, to normalnie jak drugi cud nad Wisłą. Znam chyba wszystkie mylogi i blogi na onecie z sasunaru ^^. I codziennie jakieś czytam ;D. Mam nadzieję, że mi wybaczycie, a ja spróbuję was nie zawieść. Może jeszcze dzisiaj uda mi się wstawić kolejną część opowiadania, ale nie gwarantuję, więc zamiast tego, dam inne, które zamierzam pisać na zmianę. Oczywiście kategoria sasunaru, tylko, że chodzą do szkoły. Ostatnio widziałam kilka takich blogów i strasznie mi się spodowały, więc i ja postanowiłam spróbować napisać takie wydanie (nie wiem, co z tego wyszło... ale... walcie śmiało - lepsza szczera krytyka, niż owijanie w bawełne) Sorki za chaos ^^". A teraz dam moje wypociny.PS Byłoby mi bardzo miło, gdybyście powiedzieli mi, gdzie mam jakieś błędy, gdyż mogłam jakieś pominąć, a w przyszłości ich unikać ;).
###

Kierował się w stronę wielkiego, purpurowego budynku znajdującego się na ogromnej powierzchni, która porośnięta była wokół wielkimi, rozłożystymi drzewami dającymi chłodny cień dla uczniów, podczas przerwy w upalne dni. Tak, budynek, do którego zmierzał zwał się szkołą lub potocznie zwany przez młodzież „budą”. Był trzeci czerwca, czyli minęły już dobre dwa miesiące od początku roku szkolnego. Chłopak stanął przed silną, mosiężną, na oścież otwartą bramą i poczuł lekki dreszcz emocji, w końcu nie wszystkim udaje się dostać do, tak znakomitego liceum, jakim jest „Kirirum”. Sportowa szkoła średnia dla osób szczególnie utalentowanych fizycznie jak i intelektualnie, bądź, jak kto woli uhonorowanych poprzez znajomości. Zląkł się na samą myśl o tych wszystkich mięśniakach grasujących po szkolnym korytarzu i dokuczających lepszym w dziedzinach umysłowych – przecież, nawet teraz, przed lekcjami wyciągają haracze. „I ja mogę stać się taką ofiarą, w końcu dostałem się tutaj tylko dzięki swoim ocenom i znajomości ojca” – przemknęło mu przez myśl, lecz odepchnął ją błyskawicznie. „Nie, przecież nie każdy może być kapitanem drużyny siatkarskiej, zawodnikiem kendo i mistrzem pływackim w rodzinnym mieście, mimo, że mieszkałem w Osaka przez dwa lata, to i tak długo, nawet związałem się z tym mitycznym miastem”. Uśmiechnął się lekko i zmierzwił włosy ręką. „Będzie ciężko, nowe miasto, nowi ludzie, nowe hobby i zwyczaje, że też ojciec dostaje kontrakty na drugim końcu kraju”. Ruszył z wolnym krokiem w stronę drzwi wejściowych, prowadzących do wnętrza kolosa.

***

- Sasuke! – Rozbrzmiał głośny, męski głos należący do silnie umięśnionego mężczyzny z lekkim zarostem na twarzy i fajką w ustach.
- Taa, o co znowu chodzi Asuma? – Zapytał ze znudzonym i lekceważącym głosem chłopak w czarnych włosach.
- Nie takim tonem Uchiha – pouczył go warknięciem – Nie jestem twoim kumplem z podwórka, abyś mówił do mnie po imieniu.
- Lanie w banie, mów, po co mnie zatrzymałeś – wywrócił teatralnie oczami – nie ma dyrektorki, więc możesz sobie darować te teatrzyki o dyscyplinie i manierach – oparł się o róg pobliskiej szafki na książki.
- No dobra – nauczyciel stanął w bardziej wyluzowanej postawie i złączył dłonie, przecierając nimi, aby pokazać, że szykuje się coś naprawdę ekstra. – W piątek gramy w zawodach koszykówki w centralnej hali w środkowym Tokio, trzeba zwołać drużynę i opracować taktykę.
- I oto tyle zamieszania? – Mruknął, poprawiając kosmyk włosów spadających mu do oczu.
- Chciałem wiedzieć, czy wystąpisz.
- A czemu nie miałbym? – Podniósł pytający, zimny wzrok – Jestem kapitanem drużyny i miałbym tak po prostu nie wziąć udziału w rejonowych zawodach? – Na jego twarzy pokazał się wyraźny, kpiący uśmieszek – byłbym głupkiem, gdybym to przegapił.
- Szacuneczek koleżko – muskularna dłoń powędrowała na ramię ucznia, powodując na jego twarzy lekki grymas bólu. – Po prostu chciałem wiedzieć, czy nie masz w planach treningów do mistrzostw szkolnych w boxie.
- Taa... mam jeszcze czas – poprawił podkoszulek, na którym jeszcze nie dawno spoczywała dłoń nauczyciela. – Coś jeszcze? – Spytał, lecz nie dany mu było dostać odpowiedzi, gdyż Kotetsu – nauczyciel fizyki – przybiegł wraz z nowym blond włosym uczniem. Hagane jest obecnie najmłodszym nauczycielem w szkole, a jego różnica między nim, a Uchihy wynosi niecałe 7 lat, i pewnie, dlatego uważany jest za jednego z najlepszych i wyrazistych nauczycieli w szkole. Jego twarz, choć zakryta pod dwoma plastrami na twarzy, które zawsze miał na nosie i brodzie, nie oszpecały go, lecz dawały mu pryzmat pewnego i lubiącego bójki mężczyzny, dlatego też przykuwał wiele spojrzeń młodych dziewczyn, lecz tylko spojrzeń, gdyż wiadomo było, że najprzystojniejszym chłopakiem w szkole był on. On, czyli Sasuke Uchiha.
- Słuchaj Asuma – zaczął bez krepowania – masz jeszcze wolne miejsce w drużynie siatkarskiej? – Podszedł nieco bliżej wraz z jasnowłosym młodzieńcem – Wiesz, chłopak w dawnej szkole był kapitanem w siatkarskiej, może być niezły – machnął ręką na stojącego za jego plecami chłopaka – Sasuke – zwrócił się do Uchihy - Może oprowadzisz kolegę po szkole? Wiesz jego ojciec jest bardzo wpływowy – końcowe zdanie wypowiedział bardziej do Asumy, niż do Uchihy.
- Spieprzaj – prychnął brunet, idący już w stronę paczki swoich przyjaciół – Nie jestem niczyją niańką – dodał przez ramię i z dumną postawą znikł im z oczu w tłumie zainteresowanych jego osobą nastolatków.
- Uroczy – bąknął Uzumaki pod nosem. – Aż promieniuje od niego uprzejmością i chęcią pomocy na rzecz innych – skwasił minę, obserwując Uchihę otoczonego przez tutejszych uczniów.
Wyrośli mężczyźni spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Chłopakowi nie podobały się te, szaleńcze spojrzenia obu nauczycieli. Wyglądali jakby mieli wielką satysfakcję i dobrą zabawę z jego odmienności albo bynajmniej z nowości; Zerknęli na blondyna równocześnie, tak samo jak wypowiedzieli słowa skierowane ku niemu.
- No to, życzymy powodzenia Uzumaki Naruto! – Rzucili chórkiem jakby czytali w swoich myślach. – Jesteś jedynym blondynem w naszej szkole, będziesz miał wiele problemów, wielbicieli i wielbicielek – parsknął rozbawiony Kotetsu w porównaniu do Naruto, którego twarz przybrała oszołomioną minę.
„Wielbicieli?” – w jego głowie obijało się to słowo kilkakrotnie, zanim zrozumiał sens tego słowa. „ Świetnie.... nie dość, że ludzie są tu, aż nadto towarzyscy, to jeszcze geje, co za kosmiczna buda”.

***

Po klasie rozchodził się dźwięk stukających paznokci, zahaczających o ladę biurka. Szaro włosy mężczyzna wystukiwał rytm w coraz szybszym tempie. Uczniom wydawało się, że jego anielska cierpliwość powoli się kończy. W końcu ostrzegał ich przed spóźnianiem się na jego lekcje geografii, a był przy tym tak poważny i stanowczy, że nikomu jeszcze nie przyszło do głowy, że mógłby stracić kilka minut z jego lekcji.
Nagle ktoś niezgrabnie szarpnął za klamkę od drzwi, powodując tym samym, spojrzenia wszystkich uczniów na jego osobę. Zdezorientowany i zdyszany blondyn stanął z wielkim rumieńcem na twarzy przy drzwiach i z ledwością mógł wydusić ciche, zdyszane „Przepraszam”.
- No, nareszcie! – Nauczyciel od geografii poderwał się błyskawicznie z krzesła na widok nowego ucznia w klasie. – W końcu znalazł się ktoś godny na moje miejsce! – po klasie rozniosły się szepty i brzmienia, wyrażające zdziwienia i zaskoczenia. „No i gdzie ta kara”? – Krążyło pytanie. – Klasa! – Głęboki głos odbił się o ściany sali, docierając do uszu uczniów klasy drugiej liceum, powodując tym samym natychmiastową ciszę. Już nikt nie miał odwagi pytać się o karę, z obawy, że sam mógłby się w jakąś wplatać poprzez wpychanie nosa w nie swoje sprawy jak to tłumaczył Hatake. – Macie w klasie nowego ucznia, syna mojego dawnego trenera. Mam nadzieję, że przyjmiecie go ciepło. – Uśmiechnął się triumfalnie i gestem ręki wskazał na Naruto. – Uzumaki Naruto, lat 17, dawny kapitan drużyny siatkarskiej, obecnie uczeń klasy 2d.
Po klasie znów rozległy się szepty na temat nowego ucznia. Uzumaki zdołał wychwycić od jednych, że siedział w poprawczaku, zaś od drugich, że jest życiową łamagą, a jego zdolności na temat talentu w pływaniu i w siatce są bujdą. Jednak obie strony zgodziły się z jednym, a mianowicie ’Uzumaki Naruto jest szkolnym pupilkiem nauczycieli‘.
Naruto głęboko westchnął. Nie spodziewał się tak błyskawicznej i naciąganej opinii, jaką zrobiła mu klasa w przeciągu paru minut. Nie wiedział też, czy ma się z tego śmiać, czy raczej płakać z głupoty i naiwności tych wszystkich ludzi; Podniósł raz jeszcze wzrok. Rozglądał się dokładnie po ludziach, aby zapamiętać, kogo w razie zguby w wielkim budynku spytać o następne lekcje. Po twarzy rozpoznał nawet, że chodzi do klasy z przemiłym przyjemniaczkiem, którego nie tak dawno widział na szkolnym korytarzu.
- Stary, co tak stoisz? Siadaj, dawno się nie widzieliśmy. – ciszę przerwał czarnowłosy chłopak z włosami upiętymi w kucyk.
- O, to ty Nara! – Naruto nabrał większej odwagi, na widok starego przyjaciela z dziecięcej piaskownicy. Ich matki znały się ze szkoły, więc często się widywali do póty, do póki ojciec Naruto nie założył firmy. W tedy zaczęły się te, wszystkie żmudne przeprowadzki, które miały dobro wyłącznie dla rozwoju firmy.
- Jasne, że ja, a kto inny, twoja stara? – śmiech przyjaciół rozniósł się po sali.

Zgred-chan

komentarze [5]

Rozdział X "Kremówki" >> niedziela, 20 kwietnia 2008 13:33:30
Ohayoo! Tak, tak wiem. Chcecie mnie zabić ^^" no, ale cóż. To cała ja. Przepraszam, że niepowidamiałam 25 o nowej notce, ale wtedy mylog miał problemy... a teraz szybko. Przepraszam za błędy, ale w ostatniej chwili zmieniłam fabułę notki i zaraz jadę do ciotki, więc Gomen. Pisałam szybko. O notce poinformuję jak wróce.

###

Wiatr zawiał energicznie, czochrając złociste włosy młodego mężczyzny, który właśnie siedział pod drzewem Sakury. Przymykał błękitne jak ocean oczy, pogłębiając się w nierealnych dla siebie marzeniach. Promyki słońca padały na jego lekko przypieczoną twarz, powodując przyjemne ciepło. Pogładził dłonią niesforne kosmyki włosów, poczym usłyszawszy zbliżające się ku niemu kroki, wstał. Oparł się o konar drzewa, spoglądając na właściciela hałasu.
- No, nareszcie. Co tak długo? – rzucił w stronę czarnowłosego chłopaka, który trzymał w ręku dwa napoje i paczuszkę, w której znajdywały się bodajże kremówki.
- Łatwo Ci mówić. Sam byś polazł. – rzucił jak zwykle oschle, uciekając wzrokiem od spojrzenia Uzumakiego. – W sklepach są tak zwane kolejki, wiesz?
- Taaa – przytaknął blondyn – a te kolejki, to nawet przyjemne, co nie? – Przybliżył się twarzą do Sasuke, obserwując go z każdej strony.
- Co masz na myśli? – Uniósł głowę tak, że ich twarze omal się nie styknęły. Udawał, że o niczym nie wie.
- Nie gadaj, przecież widzę. – uśmiechnął się jeszcze szerzej – Malinki same z siebie się nie robią. – przejechał delikatnie koniuszkiem palca po jednej z nich, znajdującej się obojczyku czarnowłosego. – Jak niewieście na imię? – spytał, szepcząc jakby w usta młodszego Uchihy.
Sasuke poczuł przyjemne podniecenie, które wyraził cichym mruknięciem. Jednak zorientowawszy się, co robi, odepchnął rękę blondyna, cofając się o krok do tyłu.
- Nie twoja sprawa – warknął, spoglądając na kolegę z drużyny.
- Nie moja? – przekomarzał się – Jesteśmy kumplami, co nie? – przełożył swoją ramię za głowę Uchihy – A kumple wszystko sobie mówią, prawda? – wywrócił oczami – Przecież nikomu nic nie powiem.
- Nie.
- Ja Ci wszystko mówię.
- Nie.
- Nie? Ja ci nie mówię wszystkiego? – burzył się.
- Nie.
- Wiesz, co?!
- Nie... znaczy...
- Nie wiesz?
Sasuke czuł, że zaraz straci cierpliwość, o ile już jej nie stracił..
- Przymknij się! – wydarł się na kolegę. - Nie odwalisz się ode mnie jak Ci nie powiem, prawda? – Spytał poirytowany, mimo że odpowiedź była jasna.
- Nie. – odpowiedział uradowany Naruto, który przejął po kruczowłosym krótkie, rzeczowe słowo.
- Echh – westchnął zrezygnowany. – Niech Ci będzie. – mruknął, spuszczając głowę.
- To jak? – przybliżył ucho do ust Uchihy – Jak się nazywa? – szepnął.
- Inuzuka – wybąkał, odrzucając rękę Naruto i oddaliwszy się od niego o kilka metrów.
- Siostra Kiby? – Krzyknął na całe gardło, uzmysłowiwszy swojego odkrycia.
- Nie, idioto. Chodzi mi o Kibę.
Blondyn znieruchomiał na wypowiedziane imię. „On sobie żaruje”.
- Haha! Niezły żart! – uśmiechnął się, drapiąc po głowie.
- To nie jest żart. – odparł poważnym głosem.
Blondyn stanął jak wryty. Szok.... to chyba idealnie pasowało do jego odczuć. „Czy to znaczy, że Oni...” nie mógł pogodzić się z prawdą, wypowiedzianą przez usta kolegi.
- Żartujesz sobie, chyba?! – Złapał go za ramiona, spoglądając przerażonymi oczami na Uchihę. – Przecież on jest... przecież wy... – nie mógł się wysłowić. – tak nie może być!
- Co nie może być? – Zapytał zainteresowany Uchiha, który, aż tylko na to czekał.
- Nic. – Burknął Naruto, który skierował się w miejsce, na którym nie dawno spoczywał; Opadł na trawę, zamykając oczy i splatając dłonie za kark.
Sasuke spoglądał na poczynania kolegi, ciesząc się swą wygraną. „No to teraz się zabawimy” – pomyślał, poczym zbliżył się na niebezpieczną odległość do kolegi z kremówką.
„Pac!” – rozbrzmiał dźwięk, rozciapanego ciastka na twarzy Naruto.
- Ejże! – wydarł się zaskoczony blondyn. – Uważaj no trochę! – próbował wytrzeć oczy od klejącej mazi – Nic nie widzę!
- Upss... wybacz, zaraz Ci pomogę – wyszeptał czule do ucha Uzumakiego. Usiadł na niego okrakiem, a kremowe ciastko, które spoczywało na twarzy blondyna zaczął zlizywać.
- Ej, Sasuke... co ty chcesz zrobić?
- Nic, zupełnie nic. – przyłożył mu palec do ust. – Baka, uwierzyłeś, że jestem z Kibą – uśmiechnął się zadziornie. - Boisz się?
- Nie! Tylko złaź ze mnie, natychmiast! – zaczął niebezpiecznie wymachiwać rękoma przed twarzą Uchihy. – Słyszysz?!
- A jednak – uśmiechnął się czarnowłosy, przybliżając twarz do policzków przyjaciela. – Boisz się – zachichotał pod nosem.
- NIGDY! – Naruto poderwał się do pozycji siedzącej, stukając czołem o klatkę Uchihy. – Niczego się nie boję. – spojrzał pewnie w czarne jak smoła oczy.
Sasuke uśmiechnął się triumfalnie.
- To pokaż mi, na co Cię stać. – popchnął prawą ręką przyjaciela na trawę, poczym wpił się w jego słodkie od kremówek usta. Uczucie było wprost rozkoszne. Blondyn mimo woli jęknął, kiedy Uchiha kierował swoją ręke ku jego spodni, a drugą zaś pieścił jego sutki. Naruto złapał delikatnie kochanka za włosy, przybliżając się do jego ciała.
- Nie daruję Ci tego – cisnął przez zęby chłopak.
- Jeszcze zobaczymy – odpowiedział mu Uchiha, który zdarł podkoszulek z jego spoconego, umięśnionego ciała. Jasnowłosy pokazał palcem, że chce mu powiedzieć jeszcze słówko.
- Czemu przerywasz – wysapał, zatapiając się w błękitne oczy.
- Jak zaraz nie przestaniesz, to dostaniesz omletem po gębie!! – krzyknął poirytowany głos, który z pewnością nie należał do blondyna.
- Że, że co?! – Otworzył gwałtownie oczy.
- Całą poduszkę obśliniłeś! Będę musiała ją ponownie wyprać, a nienawidzę tego, dobrze wiesz, że wszystko oprócz prania! Będziesz prał! O, tak! Dam Ci proszek i sam sobie wypierzesz! W ogóle, co Ci się takiego śniło, widzisz ile tej śliny? Nawet ja nie produkuję jej w takich ilościach! Człowieku, może musisz iść do szpitala, czy coś? Dzisiaj poduszka, a jutro? Kanapa? Dywan? Ja? Wszystko w jednym?
- Proszę, choć na chwilę zamknij mordę, jeśli Ci łaska. A poza tym, to do cholery, która jest godzina, że mnie budzisz?
- Fuu, weź, jedzie ci z gęby. Nie chuchaj mi prosto w nos, bo jeszcze się zakrztuszę i będziesz miał trupa na głowie.
- Chyba w grobie – mruknął pod nosem.
- Mówiłeś coś? – spiorunowała go niebezpiecznym spojrzeniem Mizukage.
- Nie... zupełnie nic.
- Aha! Jeszcze na słuch mi nie padło! A teraz weź swoje cielsko i spadaj mi stąd! – rozkazała, pokazując palcem na drzwi.
- Dobra, dobra – podniósł się do pozycji siedzącej – Która godzina?
- Em.. dokładnieee – spojrzała na zegarek – szósta zero, zero. – spojrzała z powrotem na czarnowłosego, który opadł na poduszkę.
- Ej! Wstawaj! Muszę do pracy!
- O tej porze, nie budzi się ludzi – wymruczał, zatapiając się twarzą w pierzastą poduchę.
- Oj, Ty chyba chcesz jednak tego omleta na łeb! – wydarła się, szarpiąc go za kimono. – Wszyscy wstali, oprócz Ciebie! Uchiha ty śmierdzący leniu! Ty wężojadzie! Ja, Mizukage Taki-gakure rozkazuję Ci, abyś....!
- Spieprzała na bambus, prostować banany.

***

- Ty idiotko! – rozległ się ryk, dochodzący z jednego z pokoi.
- Wy... – szepnęła Haruno do towarzyszy przy stole – Myślicie, że się pomordują?
- Niekoniecznie muszą się teraz mordować – rzucił hipotetycznie Sai, który wpatrywał się w drgający płyn zwany herbatą.
- Co masz na myśli, Sai? – zapytała zaniepokojona różowo włosa.
- Mówię o tym, że mogą próbować ratować zagrożony wymarciem gatunek ludzki – odparł beznamiętnie, ciągle wpatrując się w gorącą ciecz – Słyszysz te jęki? – Podniósł wzrok znad kubka. – To z pewnością....
- SAI! – rozległ się huk tuczącego szkła, który spowodowany był nadludzkim uderzeniem kłębku różowych kudłów (nie mogłam się powstrzymać XD) w twarz czarnowłosego. – Nie przy dzieciach! – odgrażała się pięścią.
Sai masował sobie obolały policzek, spoglądaj na Sakurę z wyrzutem.
- Co tu się stało? Słyszałam krzyki – wparowała do kuchni lekko dysząc, Mizukage.
- Drobnostka – rzuciła Haruno – Wszystko pod kontrolą.
- Pogięło was ludzie – odezwał się stojący w progu drzwi, Uchiha. – Dopiero, co człowiek wstał, a już od samego rana niezaplanowane niespodzianki. – skrzywił usta.
- Widać – uśmiechnął się Uzumaki – Że już jedna Cię spotkała – roześmiał się, zapoczątkowując tym samym śmiech u innych, którzy zobaczyli uciapanego w omlecie, Sasuke. We włosach ćwiartki jajek z cebulą, na torsie, rozsmarowana z czekoladą kromka chleba, nieco niżej spływała biała ciecz. Za to twarz oblepiona miodem i z kawałkami wiśni, które pochodziły od dżemu wiśniowego.
- Co was śmieszy – warknął niemile.
- Jakby to powiedzieć.... – odkrztusił Naruto – Wyglądasz apetycznie!
- Taaa.... super – mruknął kwasząc minę. – Tylko powiedź mi, kto będzie ściągał te jajka z moich włosów.
- Ja mogę Ci zdjąć – zaproponowała Mizukage.
- Ty.... – spojrzał na brunetkę – Chciałabyś. Nie dam Ci się dotknąć – wskazał palcem na Mizukage – Jeszcze przez przypadek mnie ogolisz na łyso i pozbawisz życia.
- Nie marudź Uchiha, jak masz zamiar jęczeć tak, przez cały dzień, to Ci pomogę. – rzucił Naruto w stronę przyjaciela, poczym wstał i wraz z Uchihą udał się do łazienki.

Zgred-chan

komentarze [16]

Rozdział IX "Bolesne wspomnienia" >> wtorek, 25 marca 2008 09:27:12
Ohayoo! Dodaję nową notkę ;] W zasadzie mogłam dać ją dwa dni temu, ale jakoś tak wyszło ^^" O, w następnej notce powinno się już coś dziać, ale... no właśnie... zawsze jest jakieś "ale". Otóż jutro mój komp idzie do naprawy i naprawdę nie wiem, kiedy go dostanę z powrotem... może dwa dni później? A może, aż całe bite dwa tygodnie... Ech.., ale mam nadzieję, ze będziecie czekać ^^ A Ci, którzy pasożytują (czyt. Czytają, a nie komentują, co wynika z sądy, że zdarzają się tacy) ruszyli swoje tyłki i zrobili mi jakiś prezent (chociażby jakąś durną minkę w komentarzu z bananem na twarzy) jak wrócę z urlopu XD. Byłoby mi wtedy bardzo miło i postawilibyscie mnie na nogi, gdyż zaczynam jakieś przygnębiające notki pisać (patrz w dół) ... cóż... heh, choć moze to tylko chwilowe, gdyż choroba skóry znów mi się nawraca i to właśnie z powodu depresji... no, ale co ja będę tu pisać o sobie ;P Zapraszam do czytania ;]
PS Notke przyjemnie się czyta z missing - Evanescence (w muzyce po prawej stronie) i z instrumental piano numb z linkin parka, której niestety nie mam na blogu :).

###

Zmierzch zapadł szybko. Noc pochłonęła dzień i opatuliła wioskę swoją tajemniczością. Schowała swoje niebezpieczne sekrety w swą niewidoczną kieszeń i pozwoliła tylko na ukazanie się świetlistych ciał niebieskich na czarnym tle nieba. Były ich miliony. Każda z gwiazd świeciła mniej lub bardziej, pokazując światu swoją wartość i pokaźność. Uśmiechały się przyjaźnie, zapraszając do wiecznego ich podziwiania. Zaś Księżyc oświetlał przechodnią ścieżki. Zmęczony całodobową pracą pokazał tylko swój niewielki dobytek piękności.
Grupka naszych bohaterów zagościła w mieszkaniu Mizukage.
- Noto jesteśmy! – właścicielka rzuciła płaszcz w kąt domu – Rozgośćcie się. Zaraz podam kolacje – złapała za siatki z zakupami i pognała uradowana do kuchni. Była, co najmniej osobą o zbyt dużej energii życiowej. Mimo na natłok pracy, ciągle gdzieś biegała i zarażała uśmiechem nowo to napotkanych ludzi. Właściwie... zakładała taką sama maskę uśmiechu jak Uzumaki. I może, dlatego czarnowłosy jako jedyną z osób się zaprzyjaźnił będąc Orochimaru? Może to dziwne, ale dziewczyna była jego córką. Całkowite przeciwieństwo tego jadowitego starca. Prędzej mogłoby się powiedzieć, że jest siostrą Uzumakiego. Była jego odbiciem z jednym tylko wyjątkiem. Miała brązowe włosy.
Blond włosy odłożył powoli ubiór Kage na wieszak i skierował się w stronę salonu, gdzie dawno zasiedli jego przyjaciele. Rozejrzał się za nie zajętym jeszcze miejscem, stwierdzając, że zostało mu wolne siedzenie tylko przy czarnowłosej, Karin. Westchnął i z utrapieniem na twarzy podszedł do wolnego, jedynego miejsca, znajdującego się w salonie. Prześwietlał swoim wzrokiem ten jakże przepięknie umeblowany pokój. Przejrzysty szklany stolik z gładkiego, drogiego i delikatnego szkła robionego na zamówienie, stojący pośród jasno czerwonych foteli i równie tego samego koloru ogromnej sofy na sześć osób. Pod siedzeniami był ułożony śnieżnobiały, puchaty, perski dywan przyodziały w złotawe konturówki. Wokół poustawiane komody i półki na książki koloru dębowego, na których umieszczone były oranżowe róże, a ich zniewalający zapach trafiał do nozdrzy gości. Przy tym sięgające do ziemi średniowieczne, syte soczystą pomarańczą zasłony, przepasane po bokach złocistym, grubym sznurem: Wpuszczały światło księżyca do wnętrza pomieszczenia. Pokój zaś pomalowany na odcień cytryny, wywoływał mimo woli jakiś spokój i przyjemne ciepło w głębi serca.
Naruto uśmiechnął się w duchu.
- Już jestem! – wparowała uśmiechnięta od ucha do ucha Mizukage – Może ktoś mi pomoże przy zastawianiu stołu? – spoglądała wyczekująco.
- Jasne! – odrzekła Haruno, która czuła się nieco głupio, że narobiła nie potrzebnego kłopotu swoją nieprzytomnością, chociaż spowodowana była ona przez Uchihę – Pomożemy Ci – chwyciła trójkę młodych geninów za ręce i pomaszerowała za gospodynią.

***

Upadł na łóżko ciężko dysząc. Jego umysł napierały przykre wspomnienia z ostatnich dwóch lat. Dopiero, co ją poznał... tak... znalazł matkę... a potem... ta rozlana bordowa krew wijąca się wokół zgniłego, niekompletnego w kawałki ciała. Ten przerażający odór i wyłupane oczy. Wyszarpane usta oraz rozdarty na połowę wysuszony nos. Wystające wnętrzności z środka brzucha, wyglądające jak przecierane buraki albo zakrwawione, metrowe glizdy. Trudno było mu pogodzić się z faktem, że już jej nie ma i nigdy nie będzie. To między innymi przez ten incydent tak bardzo się zmienił; On i jego świat. „Śmierć” – Tak, tak, to właśnie ona powoduje, że nasze życie odwraca się do góry nogami. Zmienia nas o trzysta sześćdziesiąt stopni, nie dając szansy na lepsze, piękne jutro.
- Młotku – z rozmyślań wyrwał go znajomy, cichy głos. Otworzył spuchnięte od płaczu ociężałe powieki i przechylił lekko głowę ku swojemu rozmówcy.
- Co znowu? – burknął blond włosy, zatopiony nosem w pierzastą poduszkę – Chcę spać.
- Zgorzkniały się stałeś – stwierdził ostatni potomek z dawnego, najpotężniejszego rodu w Konoha. – Nie zapominaj, że dzielę z Tobą pokój.
- Nie zapomniałem. Śpisz na podłodze – przykrył się wielgaśną kołdrą po czubek nosa i przewrócił się na drugi brzeg łóżka.
- Pogięło Cię – wycedził lodowatym głosem, który dla innych mógł być ostrzeżeniem, aby nie brnąć dalej – Miałeś chyba na myśli siebie, mówiąc, że śpisz na ziemi.
- Chyba chcesz, abym Ci przypomniał, co mówiła twoja przyjaciółka. To Ty masz mi się podporządkowywać, a nie ja Tobie.
- Taa – mruknął, wyginając usta w niecodzienny sposób. „Kuso, akurat musiałeś sobie przypomnieć”
Rzucił się na metrowy, wodny materac. Był zmęczony i wykończony dzisiejszym dniem. Ociężałe powieki przymykały się same.

***

Mrok przesączony jadem. Wokół chłód i zapach krwi. Ciepłej i metalicznej krwi. Nie dało się oddychać. Duszność wprowadzała jeszcze większy zamęt i chaos. Tylko jej twarz. Taka uśmiechnięta i zatroskana. Sięgała delikatną, bladą dłonią do jego polika. Już miała go czule musnąć, gdy jej niewinne ręce przesączyły się brudną, czerwoną cieczą, a jej pazury nakreśliły głębokie rany na jego twarzy, rozdzierając skórę od mięśni twarzy. „Nie uratowałeś mnie, to teraz cierp! Cierp tak jak ja cierpiałam!” Ostre pazury zatopiły się w żołądek, powodując ogromną dziurę przechodzącą na wylot. „Ja nie chciałem!” – krzyczał rozpaczliwy głos, ale nikt po za nią go nie usłyszał. „A teraz, patrz ja skręcam sobie kark” szaleńczy śmiech rozniósł po jaskini.
- NIE! – krzyknął, wyrywając się z nocnego koszmaru. Rozglądał się w panice po całym pomieszczeniu, szukając nocnych zjaw. Czuł strach, ogromny strach i ten ból. Ból w jego zranionym sercu – Znowu ten sen – szepnął drżącym głosem, chowając twarz w lodowatych dłoniach, ukrywając łzy przed całym światem.
- Uchiratonkachi, a z tobą, co znowu? Myślałem, że wyrosłeś z koszmarów. – mruknął ironicznym, sennym głosem Uchiha.
- Nie twoja sprawa – wydusił z trudem, podciągając kołdrę po czoło. – Nie twoja sprawa...
- Od ostatniego razu jeszcze bardziej zdziwaczałeś. – odpowiedziała mu głucha cisza....
Czarnowłosy przewrócił się na drugi brzeg materaca. „Kuso, co się tu do cholery działo, kiedy mnie nie było?” – Nurtował swój umysł niezrozumiałymi dla siebie pytaniami. Ta noc... z pewnością nie była dla niego przespana.

Zgred-chan

komentarze [13]

Rozdział VIII "Mizukage" >> piątek, 21 marca 2008 00:06:38
Ohayoo! Tak, wiem długo nie pisałam ^^". Pozwalam wam, abyście wymierzyli mi surową karę bądź ukatrupili na miejscu XD. No, cóż... khymm tak już jest z moimi obietnicami... mogę tylko liczyć, że spodoba się wam notka. Dziękuje za liczne komentarze (nie licząc spamów, których nie zabrakło) a także za miłe słowa x]. Chciałam powiedzieć, że po boku są muzyczki, które powinny umilić wam czas, podczas czytania ;]. O! I chciałam jeszcze napisać co sądzę o komentarzu panny clam-k jak mniemam, ale po dłuższym zastanowieniu się, stwierdziłam, że jest to zbędnę, gdyż i tak tego nie przyczyta. A teraz zapraszam do lektury ;].
PS Ci, którzy chcą być powiadamiani o nowych notkach to, zapraszam do księgi ;) - Wchodzenie na komentarze, kogo mam powiadamiać jest zbyt upierdliwe xp

###

Za pięć minut wybije jedenasta. Temperatura wzbiję się jeszcze wyżej, niż dotychczas, a promienne słońce wzniesie się ku górze w miarę swoich możliwości. Dokuczy ludziom swoją nachalnością. Spiecze ich ręce, plecy i twarze. Spowoduje czerwony bądź brązowy kolor opalenizny, zależący od karnacji przechodnia; Tłum gapiów, który przed chwilą uczestniczył w przyglądaniu się kłótni dwóch przyjaciół, teraz, nagle rozchodził się po krańcach wioski, niedowidząc żadnej, konkretnej sensacji.
- Coś nie tak? – Spytał czarnowłosy, który wciąż z fascynacją przyglądał się niebieskookiemu.
- Zapomniałeś, że powinniśmy zajrzeć do szpitala? – Spojrzał z pod byka na założyciela organizacji Hebi.
- Chodzi Ci o Haruno? – zerknął na bruneta trzymającego różowo-włosą. – Przejdzie jej.
- Obyś miał racje. – Skrzywił się, słysząc zobojętniony ton Uchihy – Gadaj, czego chcesz. Mam dziś dość napięty program.
Blond włosy nie czekając na odpowiedź spojrzał po raz kolejny w niebo jakby czekając na grom z jasnego nieba. Co miał uczynić? Uchiha wydawał mu się poważny i jakby to powiedzieć... lepszy? Milszy? Chociaż... a może to tylko złudzenie, które omamiło go swoim urokiem? Gdyby widział go wcześniej, być może nie dałby mu szansy, na którą liczył, ale po tak długim czasie... wszystko staje się wybaczalne. Tak, czas leczy rany. Zgadzał się z tym z całą zupełnością. Uchiha – przeleciała mu przez głowę - Ech... trudny z Ciebie orzech do zgryzienia; Spojrzał raz jeszcze na przyjaciela.
- Już Ci mówiłem. – Na jego twarzy wkradł się mało widoczny uśmiech – Mam do Ciebie pewną prośbę. – Ruszył wolnym krokiem ku zdziwionemu Naruto – Wysłuchasz mnie?
Dwie odmienne tęczówki tyknęły się wzrokami. Lustrowały się nawzajem, badając każdy zapomniany zakątek oka. Nawet ktoś, kto ich nie znał, mógłby powiedzieć, że jeden drugiego zżerał spojrzeniem, wygłodniałego zwierzęcia.
- On chcę się z tobą kochać – zaszumiało w uszach błękitnookiego, który usłyszawszy słowa odwrócił się w trybie natychmiastowym ku właścicielowi głosu.
- Że słucham, co bardzo? – Podenerwowany spojrzał na Sai’a. – Co masz na myśli? Ty.. udam, że tego nie słyszałem...
- Udawać sobie możesz, ale każdy może potwierdzić, że Uchiha wpatruje się ciągle w twojego p-e-n-i-s-a... – przeliterował ostatnie słowo, aby skupić na nim największą uwagę słuchaczy.
- SAI! – krzyknął oburzony i oblany buraczym, ale jakże słodkim rumieńcem, Naruto.
- I kto tu ma kłopoty z kompanami z drużyny? – Zapytał chłodnym, choć rozbawionym tonem Uchiha.
- Przymknij się Sasuke, teraz rozmawiam z Sai’em – posłał mu groźne spojrzenie. – Mógłbyś się w końcu przestać ze mnie nabijać?
- Ale ja naprawdę lubię twojego pe....
- Pfff! NIE kończ – wydarł się na nic nie robiącego z tego sobie Sai’a, poczym odwrócił się od niego na pięcie, przymykając oczy ze złości i zagryzając dolną wargę, na której zaczęła powolnym ciurkiem spływać czerwona, ciepła ciecz.
Czarnowłosy przysłuchiwał się chwilowej kłótni. Brzmiała ona tak jakby tą dwójkę coś łączyło. Jakby.. jakaś szalona i nocna przygoda. Nasuwało mu się dręczące jego umysł pytanie. „Czy oni ze sobą spali?”
- Czy wy…- zaczął niepewnie.
- NIE! – Zaprzeczył jasnowłosy, robiąc pełną wyrzutu minę.
- Codziennie, gdzie się da. - Uśmiechnął się śnieżnobiały, na co Naruto zareagował szybkim odwrotem głowy ku niemu.
- Zboczeniec – syknął, – Jeśli już z kimś, to na pewno nie ze mną.
- Ale on o tym nie wie – uśmiechał się wciąż promiennie Sai.
- Gdybyś nie trzymał Sakury, to przysiągłbym, że był byś „trochę” poobijany!
Kolejne kłótnie i wymiany zdań, wcale nie przeszkadzały członkom organizacji Hebi wybuchać śmiechem. Tak, tak dobre jest przebywanie w towarzystwie, Uzumakiego, chociażby, dlatego, że każdy, nawet taki ludzki drań jak Sasuke mógł uśmiechać się do woli. Było to, jak najbardziej wskazane i uzasadnione.
Zza rogu budki wyszła szóstka shinobi. Kierowali się w stronę naszych bohaterów z wyraźnymi zdumieniami aczkolwiek niedowierzającymi minami. Można by powiedzieć, że wszyscy tak „pięknie” wyglądali, gdyby nie sam fakt, że Mizukage nic sobie z tego nie robiła.
- KONNIICHIWA! – Krzyknęła radośnie, poczym podeszła, do Uchihy i przyjacielsko cmoknęła go w policzek – Widzę, że już poznaliście swoją misję – zerknęła na blond włosego, który znacząco podniósł jasną brew, nie rozumiejąc do końca, co autorka tych słów miała na myśli.
- Hokage-sama – zwróciła się do jasnowłosego – O to twoja ochrona – za klasnęła dłońmi – Ma Cię ochraniać przed niebezpieczeństwami, radzić radami i usługiwać, na każde twe zawołanie – położyła mu dłoń na ramieniu – A w razie jakichkolwiek problemów zwracać się do mnie, a postaram się pomóc – mrugnęła znacząco zieloną tęczówką.
- Kage wioski ognia nie potrzebuje ochrony – mruknął.
- Widzisz, młotku. Tak się boją o twoje bezpieczeństwo i niezaradność, że wynajęli mnie w trosce o twój tyłek – dociął mu czarnowłosy.
- Nie odzywaj się tak, do Hokage-sama, zdrajco z Konohy! – Krzyknął podenerwowany Konohamaru, na słuch, że ktoś śmie, obrażać jego przyszłego a zarazem prywatnego sensei’a.
- Spokojnie Konohomaru – studził młodzieńca, Kakashi – My też się cieszymy, że nic Ci nie jest, Sasuke. – Uśmiechnął się zza maski – Aczkolwiek zastanawia mnie, czemu Sakura jest nie przytomna.
- Chwilowa niedyspozycja – rzekł z rozbawieniem Sai.
- Widzę, widzę – pokiwał zrozumiale głową, szarowłosy. – Jak długo nie chcieliście mnie zaprosić na drużynowe spotkanie?
- A ty znów swoje! – Jęknął Uzumaki – To było nie planowane, nie masz, co się czuć odtrącony.
- Co poradzę, że interesuje mnie życie moich dawnych i obecnych adeptów?
Rozmowa zmierzała powoli ku załamaniu.
- Nie kłócić się – zgasiła ich młoda Mizukage – Zapraszam was na zwiedzanie Taki-gakure! – na jej twarzy zagościł jeszcze większy uśmiech niż ten przed dziesięciu minut. – Czeka nas długi dzień! – Złapała ręką pod pachę Uzumakiego – Musimy zajrzeć jeszcze do szpitala. Kto, wie? Może ta dziewczyna dostała udaru? – Dumała – W każdym bądź razie, za mną! Ja prowadzę! – Podskoczyła, ciągnąc za sobą swoich towarzyszy, którzy już z mniejszym entuzjazmem za nią podążali.

Zgred-chan

komentarze [10]

Rozdział VII "Naleśniki XD" >> czwartek, 6 marca 2008 16:59:44
Ohayoo! Wiem, wiem. Notka miała być w poprzedni weekend, ale (kolejna wymówka ;P) Robiłam durny witraż =_____= przez cztery godziny TTOTT. Normalnie świetnie.... nienawidzę witraży i jakiś porypanych kleksów, które w kółko mamy na plastyce (na szczęście ostatni rok) No, dobra. Wystarczy tego użalania się nad sobą. Mam nadzieję, że jakoś nadrobię notki i w niedzielę lub poniedziałek - dam przynajmniej dwie, gdyż od poniedziałku do środy mam rekolekcje XD. A! Myślę, że za około dwie notki powinno być więcej yaoi x]. A wy mnie tu kurde o narusaku podejrzewacie xP. Dzięki, ale wyjaśniam, że nie darze zbyt wielką sympatię Haruno (no, chyba, że w shippudenach - zmieniła się XD). Ok, trochę się rozgadałam ^^". A i jeszcze coś! Widzicie jakieś żaby?

###

Zapadła głucha i nie planowana cisza. Wokół, wił się zapach smażonych naleśników, drażniących drogi oddechowe dwóch shinobi, pochodzących z konohy. Wpatrywali się w siebie z pełnym skupieniem. Nawet te, cudowne aromaty, wywodzące się z pobliskiego domu nie potrafiły przerwać tych spojrzeń. Na niebie ukazała się ciężka,nisko lecąca, granatowa chmura, która jak na ochłodzenie spotkania, zasłoniła uradowane i promienne słońce. Cień zawisł nad dawnymi przyjaciółmi, a pogarszająca atmosfera , przytłoczyła ich jeszcze bardziej. Żadnej rozmowy, mowy ciała. Nic. Początek barier między dwojga ludzi. Zdawać się mogło, że szatan wcale nie martwił się stawianiem kolejnych fundamentów w swoim dziele. I faktycznie tak było. Kawałek po kawałku, z uradowaną twarzą przypatrywał się skutką swoich poczynań; Mieli tylko te, chwilowe zerknięcia oczu, które wymieniały ze sobą gamę uczuć. Żal, złość, gniew. Nienawiść... niby taka okrutna, potrafi zabić człowieka, lecz prorocy powiadają, że jest ona raczej odzwierciedleniem miłości, a nawet jednym z jej rodzajów.
- Ech... Czego chcesz? – Wypowiedział cichym szeptem blondyn, który ze zrezygnowania upuścił ton w tej rozmowie, nie widząc dalszego sensu krzyków. Błądził smutnym wzrokiem po twarzy czarnowłosego, wyczekując na jego odpowiedź. Powinien się teraz zająć nieprzytomną przyjaciółką, dlatego im wcześniej zakończy te spotkanie, tym szybciej będzie mógł zrobić coś w tej sprawie.
- Chcę – zawiesił się na chwilę, spoglądając na przyjaciela – abyś mi w czymś pomógł.
- Też mi wybrałeś porę – splótł ręce na klatce piersiowej – A w ogóle, czy ja się nie przesłyszałem? Ja, mam Ci pomóc? – prześwietlał go niedowierzającym spojrzeniem.
- Tak, dobrze słyszałeś. – uśmiechnął się - O dziwo na słuch Ci jeszcze nie padło. A w ogóle, co w tym dziwnego, że przyjaciel prosi przyjaciela o pomoc?
- Teraz, nagle przyjaciel – burknął pod nosem, blondynek – Zebrało Ci się na sentymenty, czy jak?
Czarnowłosy planował odpowiedzieć na zadane pytanie, gdyby nie ten głos, który krzyczał w niebogłosy. Odwrócił się kierunku właściciela tych wrzasków.
- O, TU JESTEŚCIE! – Wydzierał się Suigetsu, który wraz z Karin i Juugo szli w ich kierunku - Co tu, taki tłok? – przedzierał się dość brutalnie - Ludzie z drogi! – Popchnął paru przechodniów - EJ, Sasuke, czemu nie powiedziałeś nam, że już wychodzisz? – zatrzymał się, mrugając oczami - Już myślałem, że robisz coś bezwstydnego z tym blondasem, hehe.
Kolejna głucha cisza i te, mordercze spojrzenia, które tym razem skierowane były w stronę niebieskowłosego.
- Noo, ja nie wiem, czy to takie śmieszne – naburmuszył się Uzumaki, na sam słuch o osądzaniu go, by mógł robić coś z Sasuke... razem.
- Nie gniewaj się, każdy chciałby taką dupę pomacać – wyszczerzył zęby, poczym położył swoją rękę na czymś miękkim.
Uzumaki poczuł coś na swoich pośladkach. Tak, to była czyjaś dłoń, nawet nie czyjaś, tylko tego zboczeńca, Suigetsu; To, co teraz czuł, było powyżej zażenowania i upokorzenia. Na jego twarzy wylał się ogromny, wiśniowy rumieniec, który nie był spowodowany tylko ze wstydu.
- Nie życzę sobie, abyś... – próbował się opanować, po mimo tych wszystkich gapiów dookoła.
- Karin, czy to twój nie doszły narzeczony? Ma zgrabniejszą dupę od ciebie. – zacisnął mocniej rękę na tylnej części chłopaka - Jak ci pozwoli, to też będziesz go mogła popieścić – uśmiechał się głupkowato.
- Puść go, ty bęcwale jeden! –syknęła, szarpiąc go za rękaw, co spowodowało niepohamowany śmiech ludzi na ulicy.
- Durnie – mruknął - Nawet w takich chwilach musicie mnie kompromitować. – Wycedził z zażenowaniem Uchiha, który spoglądał niebezpiecznie na swoich kompanów, choć w środku czuł lekkie rozbawienie, kiedy przypatrywał się blondynowi.
- Rany... nie mów mi, że oni wszyscy są z twojej organizacji – jęknął Naruto.
- Nie podobają Ci się? – zaśmiał się na widok zakłopotanego blondyna. Te jęknięcia podsycały jego ciekawość do nowej osobowości Uzumakiego – Są najlepsi.
- No ja nie wiem – trzepnął zgrabną, lodowatą dłoń z dolnej partii swojego ciała – Chyba, że masz na myśli obmacywanie z każdej strony. Rany... nie wiedziałem, że aż tak potrzebujesz czułości.
- I wciąż mi jej za mało. – mruknął, pogłębiając swoje spojrzenie w błękitnych tęczówkach.
Odpowiedział mu tylko grymas na twarzy blondyna, który wpatrywał się w jego osobę z lekkim zszokowaniem.
- Coś nie tak?
- Albo mi się wydaje, albo coś mi sugerujesz.
- Oj sugeruję, sugeruję. Dlatego chciałbym pogadać na osobności, mój ty przyjacielu.
Kolejny grymas twarzy i lekkie dreszcze na plecach. Te dziwne, pełne czułości spojrzenie, ten promienny uśmiech i sposób mówienia. Kiedy się tak zmienił? Jak stał się taki cieplejszy, otwarty na ludzi? Te i inne pytania nurtowały jasnowłosego, który stał naprzeciwko Uchichy z tępą miną.

Zgred-chan

komentarze [26]

Rozdział VI >> sobota, 23 lutego 2008 20:10:00
Ohayoo! Daję nową notkę z racji, że tamta była strasznie krótka. I wiecie, co? Nauczyłam się już Inwokacji Mickiewicz na pamięć i połowe histy ^^". Hihi, ale to nie zmienia faktu, że jutro napewno wszystko zapomnę ==".Cóż w środku tygodnia nie będzie żadnej notki, ale (uwaga, uwaga XD) w następny weekend mam ogromny zamiar dać wam ogromną nocię ^^. Może być XD ? I będzie o wiele lepsze od tych dwóch razem wziętych, pisanych pod presją ==".

###

Sakura z poważniała na widok dawnego przyjaciela z drużyny. Zacisnęła mocno pięść, przymrużając przy tym lekko oczy, przed którymi miała obraz przed dwóch lat. Obraz, który przypomniał jej dotkliwe rany, zadane przez tego żądzy zemsty mściciela. Tego, który dla zemsty porzucił swoich przyjaciół. Pamiętała jak ta, kiedyś jej znana osoba usiłowała zabić jej przyjaciela. Najbliższego przyjaciela, tylko... Czy aby na pewno tylko przyjaciela? Czy można nazwać tak osobę, którą się... lubi, bardzo, bardzo lubi? Może... nawet i kocha? Nie, raczej dla takiej osoby powinno znaleźć się inne określenie. Bliższe, cieplejsze. Druga połówka duszy? Może... Znaczy, tak, na pewno, przecież ona go kocha i nie mogłaby go tak po prostu stracić. Tak nagle. Jeśli by zginął to ona wraz z nim; Śmierć, to jedyna rzecz, której właśnie nie można wybaczyć. Usiłowanie zabójstwa najcenniejszej osoby w życiu danego człowieka. To najgorsza rzecz, jaką może podjąć się drugi człowiek. Zabójstwo, morderstwo, odesłanie do innego świata. Niby to samo, ale po głębszym przeanalizowaniu nieco inne. Zabójstwo może być przypadkowe, morderstwo zaplanowane i z zimną krwią, a odesłanie do lepszego świata pomocą w cierpieniu. Ale wszystkie te słowa nie mają znaczenia, gdy ta osoba chce i ma, dla kogo żyć. Można z trudem wybaczyć, lecz nie da się zapomnieć. A z racji, że ta rana bolała ich obojga, Haruno jak i Uzumakiego, zaczęła kalkulować powoli minione zdarzenie; Otworzyła gwałtownie, szeroko oczy, przyjmując przemiły uśmieszek, który zupełnie był przeciwstawny tamtemu, który widniał na jej twarzy kilka chwil temu. W jej umyśle nakreślił się plan. Świetny, doskonały plan na małą i rozkoszną zemstę.
- Heeey Sasukeee-kuuun – wypowiedziała to tak rozkosznie jak tylko potrafiła – dawno się nie wiedzieliśmy, prawda? – kołysała się z boku na bok – Ale wiesz, co? – Podeszła z wciąż przesłodzonym uśmieszkiem – To tobie... – w jej oczach zaiskrzyły coś w rodzaju złości i chęci mordu – Brak kultury! I TY Masz jeszcze czelność się do nas odzywać?! – Wykrzykiwała mu obelgi prosto w twarz, zadając przy tym poważne bóle w jego klatce piersiowej jak i na twarzy, spowodowane nad ludzką siłą, którą czerpała z wytrenowanych przez wiele lat treningów. Nie była już tą samą, bezsilną i głupiutką dziewczynką zapatrzoną na wielkiego członka rodu Uchiha, który nigdy nie kwapił się by na nią spojrzeć. Teraz... miała prawdziwy powód do życia.
Zgromadzenie patrzało na te zdarzenie z pewnym dystansem. Trzeba było mieć na uwadze, że w takich chwilach jak ta. Lepiej nie przeszkadzać, Haruno, która mogła pobić jeszcze kogoś innego, kto wszedłby jej w tej chwili w drogę; Jednak wśród tych wszystkich ludzi
Znalazł się ktoś, człowiek, który przejął się temu mordobiciu. Był to blond włosy, który choć marzył, by Uchiha oberwał jak najmocniej, bał się, bał, że przyjaciółka może z lekka przesadzić, przypominając sobie jak to Jiraiya raz oberwał, od Tsunade. Nie było przyjemnie. Zwłaszcza, że mężczyzna spędził po tym zdarzeniu kilka tygodni w szpitalu.
Chciał już podejść, do kunoichi by powstrzymać ją od dalszego katowania. Zapewne już wyżyła się za wszystkie czasy, w których miała tak dużo pretensji do czarnowłosego. Miał jej przerwać, tak właśnie... miał, gdyby nie sam fakt, że różo włosa osunęła się przed chwilą na zimną, brudną ziemię.
- COŚ TY JEJ ZROBIŁ?! – wydarł się na krukowłosego, widząc nieprzytomną Haruno.- Czy, czy ty zawsze musisz robić to w taki sposób? Nie potrafisz inaczej? – kucnął przy dziewczynie, kładąc ją delikatnie na swoich kolanach i odgarniając niezdarny kosmyk z jej czoła – Odejdź...
- Chciałbyś – mruknął, wycierając krew spływającą z kącika ust.; Z trudem wstał na chwiejących się nogach. – Widzę, że wreszcie zajęła się treningiem.
- Zawsze, kiedy Cię widzę musi się coś wydarzyć. – Przytulił nieprzytomną kunoichi bliżej siebie, ułatwiając wzięcie jej ciała na swoje ręce – zawsze.... rozumiesz? – Spojrzał na niego z żalem w błękitnych oczach – Zostaw nas raz na zawsze.
- Heh – uśmiechnął się dość kulawo – widzę, że przez te lata coś między wami zakwitło. I od razu widać, że beze mnie wam lepiej. Jak ludziom potrzeba mało do szczęścia – ironizował.
- Jesteś głuchy, czy tylko udajesz? – w jego głosie można było wyczuć narastającą złość, która lada moment mogła ujawnić się mocą kyuubiego.
- Co masz na myśli?
- Miałeś odejść!
- Nie mogę.
- Nie? Nie?! Nie możesz? – Podał ciało przyjaciółki Sai’owi. – To może mam Ci pomóc?
Uchiha uśmiechnął się szeroko, zapominając o pieczących ranach.
- Tak.

Zgred-chan

komentarze [14]

Rozdział V >> piątek, 22 lutego 2008 21:15:27
Ohayoo! Sorki, że notka taka krótka i że w ogóle dopiero teraz, ale dodam następną jeszcze jutro rano, albo dziś w nocy. Niestety w tygodniu (kiedy szkoła xP) nie będzie żadnej notki ;/ Przepraszam, ale teraz nam tyle nawalili! Po prostu klnąć pod nosem! Nawet.. chyba się nie wyrobię... na poniedziałek mam inwokację Mickiewicza na pamięć i kart. z wosu, na wtorek kart. z angola i spr z histy, środa spr. z WF-u Oo", czwartek dwu letni spr z histy i spr z chemi __X_x__ *śmierć na miejscu* No ale dobra. Notka beznadziejna, ale pisałam ją w dołku =;="

###

- Hah! – zaśmiał się cynicznie, ukazując na swojej twarzy kpiący uśmieszek. Tak, racja. Obiecał mu śmierć, choć w tej chwili było to... być może, nieaktualne? Chociaż? Nie... sam właściwie już nie wie, co chce. On, członek dawnego, najpotężniejszego klanu, w Konoha nie wiedział, co chce lub, co czuje? Potrząsnął głową, odganiając wspominki tamtego spotkania, w którym obiecał mu życie wieczne w innym świecie.
- Z czego się śmiejesz? – Burknął Uzumaki, przyglądając się uważnie brunetowi.
- Z ciebie... – Rzucił krótko, spoglądając na chłopaka ukradkiem.
- Jesteś chory – Blond włosy zmarszczył brwi w grymasie. - Tylko ciebie może to śmieszyć.
- Och... a ty dziecinny. Nadal chcesz mnie sprowadzić do wioski? Hah, rozwrzeszczany bachor, który potyka się o własne nogi, nadal chce mnie mieć u swojego boku? Nawet nie wiem jak ktoś taki może być Kage naszej wioski.
- Zamknij się.
- Oj, co się stało? Wkurzam cię? Ranię? Konoha upadnie przez takiego matoła.
- Spierdalaj odrzutku. Nie potrzebuję Cię do szczęścia! Nikt Cię nie potrzebuje. Rozumiesz? Wracaj do swojego chorego na umyśle braciszka, bo czy nie można nazwać takiej osoby chorej na umyśle skoro morduje całą rodzinę? Albo zostawił Cię, bo miał inną orientację, niż powinien mieć? A może rodzice go nie kochali?
- Odwal się! – warknął brunet, usłyszawszy słowa na temat zmarłej rodziny. – NIC O NICH NIE WIESZ! - Blondyn uderzył najwyraźniej w jego najczulszy punkt, jaki posiadał Uchiha. Cóż... nawet i taka osoba ma jakieś uczucia, chociażby takie minimalne.
- Sam zacząłeś. – Dociął Uzumaki – Ty też nic o mnie nie wiesz – dodał po chwili pod nosem, wychodząc podenerwowany z budki.
Czarnowłosy stał ze skwaszoną miną na środku budki. Choć słowa wypowiedziane przez blondyna były dotkliwe jakby ostry szpic wbijany w środek jego serca, to jednak. Zdawał sobię sprawę, że słowa te, były z całą pewnością zasłużone. Przez moment miał ochotę wybiec za nim i nawtykać mu jeszcze kilka zbędnych słów. Zbędnych, ponieważ nie miał zamiaru go ranić, ale pretekstem rozmowy doglądnąć parę punktów jego ciała.

***

- Naruto, co się stało? – Pytała przerażona, różowowłosa, która zobaczyła jak chłopak ze zdenerwowania się trzęsie. – Naruto – szepnęła, lecz chłopak wypuścił z trudem ciężkie powietrze ciążące w jego klatce piersiowej i zwrócił swój wzrok, na Saia.
- Przestań – syknął do czarnowłosego, który spojrzał na niego pytająco, nie wiedząc, o co dokładnie chodzi. – drażnisz mnie tym uśmiechem.
- Masz coś do niego? Ja się nie czepiam twojego penisa – uśmiechnął się głupkowato – choć pozostawia dużo do życzenia.
- Przegiąłeś – wycedził przez zęby Uzumaki, który chwycił bruneta za kołnierz od koszuli – Nie mam dzisiaj nastroju na żarty – Chłopak rozszerzył oczy. Chyba pierwszy raz zobaczył tak kipiącego ze złości jasnowłosego. Trzymał go jeszcze przez chwilę, póki nie poczuł cudzej ręki na swoim ramieniu.
- Naruto, nie warto na niego się... – Zaczęła Haruno, lecz przerwał jej jakiś znajomy męski głos.
- Uzumaki brak Ci jakiejkolwiek kultury. Nie dokończyliśmy rozmowy. – Uśmiechnął się cynicznie Uchiha, na którego widok blondyn wykrzywił usta w grymasie. Nic nie odpowiedział. Nie musiał.

Zgred-chan

komentarze [3]

Rozdział IV? >> wtorek, 12 lutego 2008 20:40:12

Ohayoo! Dzisiaj jest ten dzień, w którym daję kolejną notkę (krótka, ale szybsza x]) tak jak chcieliście XD Nie marudzić xP Kolejna będzie może w piątek? (Nie mam angola XD Muhahhaha) Albo w weekend ;) Chciałam jeszcze podziękować za komentarze, zwłaszcza ten od Mizumi :) Jak zobaczyłam ile napisałaś, to mi gałki oczne wyleciały XD Nigdy nie miałam tak wielkiego komentarza, bez kitu ;) Podziwiam cię za to, że takie duże komety piszesz (ja tak nie umiem - nalężę do pasożytniczych osób - czyt. nie daję nigdy komentarzów, a czytam mnówstwo blogów XD) Hieh i to na tyle ^^

####

Pff.. tylko tyle zdołał usłyszeć posiadacz sharingana, gdyż blond włosy chłopak wykrzywił usta w grymasie mając uraz za słowa wypowiedziane przez bruneta. Patrzał z przekąsem w stronę krukowłosego, badając każdy kawałek jego ciała. Powoli, dokładnie. Aż wreszcie trafił na czarne jak noc oczy. Niby obojętne, ale było w nich coś takiego... innego? Coś czego jeszcze nie gdy w nich nie widział? Coś, co pokazywało ból? A może żal? Dawni przyjaciele, odwieczni rywale, niespełnieni kochankowie ziemi. Mierzyli się teraz spojrzeniami, w których kryła się złość. Okrutna, dzika, nieludzka. Jasnowłosy zmrużył oczy, kiwając głowę to w prawo i lewo. Dobrze wiedział, kogo mu los postawił na drodze. Tylko... po co? Czemu akurat dopiero teraz? Już dawno porzucił myśl, że jeszcze kiedykolwiek będą przyjaciółmi, że kiedykolwiek będą się wspólnie sprzeczać, śmiać... już prawie zapomniał. Więc, dlaczego? Przegryzł jedynie wargę do krwi, sprawiając, że ciepła, metaliczna ciecz zagościła na jego ustach. Wciąż pamiętał tamte słowa, które jak cierń zraniły jego duszę. Czuł kłucie w klatce piersiowej. Mocne i silne, rozrywające go od środka. Przymknął raz jeszcze oczy, poczym oblizał cząstkę krwi, która spoczywała na jego wargach i ruszył mijając czarnowłosego jak gdyby nigdy nic. Nie miał ochoty na wspominki w przeciwieństwie do wybitnego i ostatniego członka z rodu Uchiha.
- Nawet się nie przywitasz? – Zapytał zimno, nie kwapiąc się nawet by spojrzeć na oddalającego się przyjaciela. Był zły na tego durnia, że tak go potraktował. Co on mu takiego zrobił? Okey... może i po części była to jego wina, że Uzumaki tak się zachowuje... Ale, chyba nie wziął sobie do serca słów, które kiedyś mu powiedział?
- A powiedź mi... – przystanął, przechylając głowę – z kim mam się przywitać? Nie widzę tu nikogo, kto byłby godny mojej uwagi. A poza tym – przerwał, doszukując się odpowiednich słów – Znamy się?
Nie... Zatkało go. Te słowa były jak ostrze, które przeszyło jego duszę. Ostre, lodowate, ciężkie ostrze, wykonane z najpotężniejszego metalu, aby mogło zadać najprzeraźliwszy ból, jaki nikomu jeszcze nie był dany, jakby... specjalnie dla niego. Nie spodziewał się takich słów od tej, jak mu się wydawało znanej osoby. Choć trudno w to uwierzyć, coś w nim tknęło. Ledwo pohamował się od złych emocji, które w nim buzowały; Zadrżał z lekka, odświeżając obojętny ton, który wydobył się z ust blond włosego.
- Masz rację, znamy się? – nie zostawał dłużny. Choć w duszy bił się za to, że musi być takim idiotą, który nigdy nie potrafi przyznać się do błędu.
- Właśnie... – Prychnął, przytakując głową – Tak jak Ci obiecałem, spełniam twoje marzenie, zostawiając Cię w spokoju. A poza tym, co z tobą? Ja się trzymam obietnicy w porównaniu do ciebie... No... Sasuke, czemu mnie nie zabijesz? Przecież obiecałeś. Coś się zmieniło?

Zgred-chan

komentarze [6]





Przybyło tu 10160 fanów.


Dodaj do ulubionych
O mnie
Księga gości

Zboczuchy <3
oilialucrecialollipopsavatary-animenatalaxdchigaimasumawakoemphasis

Organizacje


Archiwum
2007
kwiecień (4)
maj (1)
czerwiec (1)
sierpien (1)
listopad (1)
grudzień (2)

2008
styczeń (1)
luty (4)
marzec (3)
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (3)

2009
marzec (1)
kwiecień (3)



Linki
Ofiara Bałwanka
Bairre
Carole5
Kazumi-chan
Siedemnastka
Lampira
Wuwusiek
Honou & Mizumi
Alexxiel
Vea & Toya
Dattebayo
Agata
Pala_19
Hijamate
Karori
Marronek
VAm
Hiraku Ozaki
kenpu-yaoi
Smoczyca
Feya Numirabi
Strona o Naruto.




Toplista YAOI Szablon zrobiła Shayla tylko dla mojego Zgreda. Rusz, a z pewnością twoja głowa, zawiśnie na płocie przed moim domem.