Rozdział II "Przystojniak & Mućpera" >> sobota, 26 stycznia 2008 21:11:57
Ohayoo! Hieh... trochę minęło czasu od pierwszego rozdziału ^^" No, ale bywa jak to mówię ja XD. Może jak jakoś się streszczę to rozdział III będzie za dwa tygodnie XD Ale ze mną to nigdy nic nie wiadomo ^^". Chcę przeprosić, że nie ma jeszcze jakiegoś wątku sasunaru, ale tak jakoś wyszło... musicie być cierpliwi :D A, i prosiłabym, że byście wpisywali się do księgi, jeśli chcecie być informowani o nowych notkach, które żadko się pokazują ^^".

####

- Ech, Konohamaru. Przy stepuj, nie jesteśmy w konoha, żebyś robił chaos – wypowiedział spokojnie, choć z lekkim z dołowaniem mężczyzna, który położył rękę na ramieniu chłopca – Nic się nie zmieniłeś.
Chłopak drgnął lekko słysząc znajomy głos. Oderwał wzrok z podłoża i spojrzał w stronę jego właściciela. Nie wierzył własnym oczom. Czy to on? Tyle czasu minęło odkąd ostatni raz się widzieli. Rozmawiali. Uśmiechnął się kącikiem ust, gdyż tylko na tyle było go stać.
- Ducha zobaczyłeś? – Zaśmiał się przyjaźnie mężczyzna, czochrając przy okazji włosy chłopca.
- No coś ty bracie! Tylko...eee... Zmieniłeś się trochę – wybełkotał będąc nadal w stanie osłupienia i zszokowania; spuścił wzrok. Nie był do końca pewien, czy miał mu powiedzieć to, o czym przed chwilą była ta, cała kłótnia przy stoliku. Bał się jego reakcji i zawodu i, że zrani Go, tą bolesną dlań wieścią; Jednak po dłuższym zastanawianiu się, czy powinien, czy też nie; podjął decyzje. Powie, być może już wie? - Słyszałeś już o tym nowym? – Zapytał, spojrzawszy niepewnie w oczy jasnowłosego przyjaciela.
Na te słowa mężczyzna, a raczej wyrosły już nastolatek podniósł jasną brew do góry.
- Mówisz o chwilowym Hokage? – Spytał łagodnie z uśmiechem na twarzy – Tak, słyszałem. Mogę Cię z nim zapoznać – zachichotał prawie, że niewidocznie.
- I nie przejmujesz się tym? To był krok do twojego marzenia! Nie rozumiem Cię. Dlaczego Ty się śmiejesz, SKORO KTOŚ INNY JEST HOKAGE, A NIE TY?! CO Z TOBĄ?! – Z oczu bruneta poleciały malutkie, niewidoczne strużki łez, które zauważył tylko blondyn. Widać było, jakie były niepohamowane, pełne goryczy, żalu i niezrozumienia. – DLACZEGO? – Wykrzyczał, zadane po raz drugi te samo pytanie; bolało go, bardzo go bolało. Jak On to zrobił, że tak spokojnie przyjął do wiadomości to, że ktoś inny zrobił krok ku zostaniu, Hokage? Tak bardzo wielki krok.
- Konohamaru... – Wypowiedział cicho jego imię, przyciągając go pod swoje silne, umięśnione od ciężkich treningów ramię. – Naucz się słuchać do końca, wtedy poznasz sens zdania.

***

- Może i nie jestem znawcą ani kobietą, czy też gejem, by to mówić, ale według mnie ten cały facet w okularach nie jest wcale przystojny, co potwierdza tylko moje domysły, że Ty wcale nie masz gustu, Karin. – Dopiekł czarnowłosej Suigetsu, który uśmiechał się kpiąco i irytująco jak na oko brunetki.
- Oh, nie ten, głąbie! – Załamała się z lekka – ten blondyn, który do nich podszedł!
- Jaki znów blondyn? – Zapytał retorycznie jasnowłosy, poczym odwrócił się w kierunku, w którym wskazywała czarnowłosa – Hm... Ten, to, chociaż jakoś wygląda... Chociaż... Jesteś pewna, że to mężczyzna? – Zażartował, co według Karin nie było wcale śmieszne.
- Jeszcze jedno słowo – wstała, wymachując groźnie pięścią – a przyrzekam ci, że tą oto ręką obiję ci tą twoją niewyparzoną gębę!
No cóż. Jak w każdy piękny dzień członkowie Hebi musieli się sprzeczać.Ich Stosunki najwyraźniej nie były najlepsze, więc i atmosfera między tymi dwojga robiła się coraz bardziej napięta. Wściekła Karin i chichoczący się z niej Suigetsu posyłali na siebie rażące, śmiercionośne spojrzenia, które z minuty na minuty robiły się coraz niebezpieczniejsze.
- Przestańcie...- Westchnął ciężko, Uchiha, którego zaczynała powoli boleć już głowa od tych wszystkich wrzasków. – Zachowujcie się jak na dorosłych przystało.
- Tak... Masz racje Sasuke – potwierdziła brunetka, która usiadło do stołu nieco już spokojniejsza.
- Lizuska... – Wymamrotał te i inne wyzwiska pod adresem czarnowłosej, Suigetsu.
- Jecie coś, czy możemy już wreszcie iść? – Zapytał Juugo, który tak samo jak Uchiha z trudem znosił sprzeczki dziewczyny i chłopaka.
- Tak, tak całkiem zapomniałam, po co tu jesteśmy – wstała pośpiesznie, prawie, że nie wywróciwszy szklanek z napojami, – co Wam przynieść?

***

- Nie rozumiem... – Wypowiedział cicho, wycierając łzy rękawem, – Co masz na myśli?
- Właśnie chciałem Ci wyjaśnić Konohamaru...
- To mów! – Rozkazał, – Co Cię tu sprowadza, szefie?!
- Heh... – Westchnął z uśmiechem na twarzy – Reprezentuje naszą wioskę. A raczej Tsunade-baa-chan mi kazała. Heh, ona nigdy nie umie o coś poprosić, zawsze tylko nakazuje – wykrzywił nieco usta, poczym dodał pod nosem – Powinna sobie jakiegoś faceta znaleźć... Albo jeszcze trochę to ja jej znajdę..
- Phi... a kto by chciał się zadawać z taką brutalną babą? – Potwierdził, przytakując głową Konohamaru - Ej, ale skoro reprezentujesz Konohe, to znaczy, że... – Oczy jednego z potomków trzeciego rozszerzyły się, świecąc się w dość przerażający sposób. – Zawsze w Ciebie wierzyłem, szefuniu! – Rzucił mu się na szyję z otwartymi ramionami i bananem na twarzy, powodując tym samym nierównowagę blondyna, który wpadł na jakąś dziewczynę z tacą w dłoniach. No cóż, czego się dziwić? Chyba przez rok nie słyszał tak radosnej nowiny, jak ta.
- Co za idiota! – Wrzasnęła rozwścieczona brunetka na całą budkę, która teraz błądziła histerycznie dłońmi po podłodze, szukając swoich okularów.
- Oo, Ja bardzo przepraszam, Panią. – Speszył się nieco Naruto, który szybko złapał za leżące na ziemi okulary i podał je błyskawicznie dziewczynie z obawy, że zaraz wyniknie z tego jeszcze większa awantura. – To chyba twoje, nic Ci nie jest? – Spytał, wyciągając ku niej swoją dłoń, aby jej pomóc.
- CHYBA WIDZISZ, Że...- Zacięła się, widząc, kto przed nią stoi.
- Wybacz, chyba Cię trochę poobijałem.- Zmieszany, zaczął sprzątać resztki jedzenia z podłogi.
- Wszystko w porządku. – Zmieniła ton, aby poflirtować z przystojniakiem, na którego miała oko, gdy siedziała przy stoliku. – Nic się nie stało – Zaczęła nawijać kosmyk włosów na palec – Wiesz... Może byś się do mnie... do nas... dołączył?
- A idź se, babsztylu! Hokage-sama ma ważniejsze sprawy od randek z jakimiś lafiryndami, które przypominają Mućpera. – Wytknął jej język, robiąc przy tym głupkowatą minę.
- Konohamaru! – Krzyknął oburzony Naruto – Jak ty się odzywasz? Masz natychmiast przeprosić... – Spojrzał na dziewczynę, w której się gotowało.
- Karin... Mam na imię Karin.
- Właśnie... Masz przeprosić Karin – uśmiechnął się, potakiwając głową, poczym szepnął do Konohamaru na ucho, – Jakiego znów Mućpera?
- Myślisz, że ja wiem, co to? A tego Mućpera to nie przeproszę!
- Miesiąc z misjami kategorii D, może być?
- CO?! NIE MOŻESZ!!
- Owszem mogę, ale jak nadal będziesz używał takiego tonu to bądź pewny, że po trzech miesiącach kategorii D odechce ci się takiego języka.
- No, dobra.... dobra. Przepraszam za mój nie wyparzony język, ale nauczyłem się go od samego Hokage... – Uciekł wzrokiem od spojrzenia podenerwowanego Naruto.
- Ech... Konohamaru. Ja w twoim wieku....
- Byłeś o wiele gorszy! Każdy to potwierdzi!
- Konohamaru.... – Szturchnęła go Moegi, która miała drżący głos – Nagrabiasz sobie... jeszcze trochę... to naprawdę [...]
Blondyn klęcząc na kolanach zbierał resztki szkła z jedzeniem, które porozrzucane były na podłodze. Rozglądał się ukosem po ludziach, zauważając, że większość z nich przygląda się z zaciekawieniem na ich osoby. Ale co począć? Być w towarzystwie takiej osoby, jak Konohamru to gwarantowane zainteresowanie ze stron innych. Nie słuchał już młodszych przyjaciół, wiedząc, że i tak to nie ma większego sensu; Spojrzał na dziewczynę, która przyglądała się jego osobie z najwyraźniejszym zafascynowaniem. Nie była najgorsze, ale nie czuł do niej jakiegoś pociągu, czy czegoś innego. Po prostu starał się być miłym i pomocnym siedemnastolatkiem.
- Może zjesz z nami? Twojego śniadania chyba już się nie da zjeść.... – Pomachał rybą przed oczami dziewczyny, która miała wbity widelec w środek oskrzeli, a kawałki szkła zaszyły się na jej pyszczku.
- No, chyba masz racje... – Zachichotała, przyglądając się jego oczom. – Masz piękne oczy, wiesz?
Cholera, w zasadzie... Naruto chyba już zrozumiał, czemu Sasuke miał naprawdę dość tych swoich wielbicielek, które uganiały się za każdym jego krokiem. Wszędzie ich pełno i zawsze ta sama taktyka. To nie pojęte. Kiedy one wkręciły go w tą zabawę? Teraz i za nim dziewczyny zaczęły się uganiać. Fakt... Zawsze o tym marzył, zazdrościł swojemu przyjacielowi, że ma, takie powodzenia u dziewcząt, ale teraz... teraz, gdy to i jego spotkało, to jakoś pojął, czemu Sasuke omijał je z daleka. Ale, że On, Naruto Uzumaki też zaczął omijać dziewczyny? Może jest chory? A może to tylko chwilowe. W końcu nie był od zawsze takim przystojniakiem. Przystojniakiem? Czy on tak naprawdę tak pomyślał? Skoro on tak myśli to znaczy, że naprawdę musiał się zmienić, nawet... ostatnio sama Sakura zaczęła być dla niego o dziwo jakaś milsza. Brr... Na samą myśl o takich rzeczach na jego plecach przechodziły ciarki. Chyba jednak trochę się tego wszystkiego boi...
- To jak? – Wyrwał go z zamyśleń głos Karin.
- Hę? Wybacz chyba przez chwilę Cię nie słuchałem... zamyśliłem się.
- Och... ale ty słodki! – Wypowiedziała zbliżając się do jego twarzy, na co chłopak zaraagował małym rumieńcem i pośpiesznie wstał z ziemi. On... chyba nie jest jeszcze gotowy na takie gierki.
- Zapłacę za szkody.
- A ja powiem moim przyjaciołom, że zjem z tobą. – Złapała do pod rękę i wtuliła głowę w jego ramię, – Ale najpierw Cię im przedstawię.
„Cholera” Przeklął w myślach blondyn. Już zaczął żałować, że był taki miły.

Zgred-chan

komentarze [7]





Przybyło tu fanów.






Zboczuchy <3


Organizacje


Archiwum
2007
kwiecień (4)
maj (1)
czerwiec (1)
sierpien (1)
listopad (1)
grudzień (2)

2008
styczeń (1)
luty (4)
marzec (3)
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (3)

2009
marzec (1)
kwiecień (3)






Szablon zrobiła Shayla tylko dla mojego Zgreda. Rusz, a z pewnością twoja głowa, zawiśnie na płocie przed moim domem.