Rozdział XIII "Tani syf" >> sobota, 14 czerwca 2008 16:28:18

Ohayoo! Chciałabym się spytać jak tam u was wygląda z nowym szablonem? Jest śliczny, ale niestety trzeba przyznać, że się rozjeżdża, kiedy wyskakują reklamy... i dlatego jeśli wam to przeszkadza, mogę go zmienić, ale ten zrobiła mi koleżanka z klasy :D. Dziś daję "upragnioną" - jak mam nadzięję - notkę. I chcę wyjaśnić nieco poniższy tekst. Od taniego syfu (piwa, wódki - robionego przez nieprofesjonalistów) można wylądować w szpitalu na odtruwanie żołądka ;) Mam nadzięję, że zrozumiecie, dlaczego Sasek wylądował w szpitalu ;D

###


- Razem, powiadasz? – Zmierzył go pytającym wzrokiem, zaczerpując świeżego powietrza do płuc.
- Tak, razem. – Naruto usiadł na krześle, chowając twarz w dłoniach, które wędrując coraz wyżej zmierzwiły blond kosmyki jego włosów – tylko powiedź mi prawdę – podniósł wzrok na jego onyksowe oczy – muszę wiedzieć, jakie brzemię, za czyny wioski będę nosił do końca życia na barkach i jestem gotów ponieść za nie pełną odpowiedzialność.
Sasuke zawahał się na moment wsłuchując się w słowa Uzumakiego. Pomyśleć, ze to ten sam Naruto, którego dla zemsty porzucił ze swojego życia, uznając go za zwykłego śmiecia. A teraz? Czy coś się zmieniło? Na samym początku nadal tak uważał, ale... nie, to jakiś żart. On się z niego nabija, mówiąc, że mu pomoże. Najprawdopodobniej chce go zabić, bo przecie, kto by nie chciał zabić i poniżyć osoby, która chce zniszczyć ukochaną dla shinobi wioskę? Chociaż... jeśli chciałby Go zabić, to z pewnością zrobiłby to już dawno temu ku najwygodniejszej okazji, która przecie nie raz już się trafiała. Tak, czy inaczej, ten mentlik słów w jego głowie, przypadkowo znalazł ujście w jego ustach.
- To oni kazali Itachiemu zabić mój klan, co do ostatniego członka... – Wyszeptał, nie świadom do końca sensu wypowiedzianych słów.
- Jacy Oni? – Naruto z wymalowaną troską na twarzy przełknął z trudnością ślinę i nastawił uszu.
- Wasz trzeci i niejaki, Donzo – na twarz bruneta znów wpełza pogarda, wrogość i brak zainteresowania. – Dla dobra wioski chcieli zabić cały klan uchiha, zadowolony?! – Zmierzył go morderczym, pełnym wyrzutu wzrokiem. – A teraz... – Puścił się stołu chcąc odejść, lecz nie dane mu to było, gdyż chwiejne nogi, nie przywrócone jeszcze do samodzielnego funkcjonowania traciły równowagę, zaś umysł świadomość z rzeczywistością – pozwóóó.... – Nie dokończył, upadł. Leżał na ziemi, znikł z pola widzenia, nie świadom niczego, zasnął.
Uzumaki podniósł się z krzesła i nie widząc Uchihy wychylił ostrożnie głowę za drugi koniec stołu. Ujrzawszy nieprzytomnego czarnowłosego na podłodze zmarszczył mocno brwi w geście zdziwienie i niezrozumienia.
- A temu, co znowu? – Zapytał siebie, nie pojmując do końca, co się dzieje.


***

Na białym, owalnym zegarze, czerwona wskazówka powoli opuszczała liczbę jedenastą kierując się mozolnie ku dwunastce. Jej zapał był przygasły. Była znużona całodniową pracą, którą wykonywała. Wycieńczona jakby z natłoku obowiązku ruszała się coraz wolniej, chcąc odpocząć, ale nie tylko ona czuła się tej nocy zmęczona. Był ktoś jeszcze. Ktoś, kto wpatrywał się w ten biały zegar, który wisiał na równie intensywnej, białej, szpitalnej ścianie. Czując ogromne znużenie przymrużał zamglone od wycieńczenia oczy. Jego oddech stawał się coraz bardziej płytszy, krótszy. Chłopak siedząc na niewygodnym, drewnianym krześle niespodziewanie i przeciągle ziewnął. Czuł, że zaraz zaśnie na starym siedzeniu z drzazgami, które niemiłosiernie dawały mu o sobie znać. Podniósł ręce wysoko w górę, aby rozprostować unieruchomiony kręgosłup i rzucił zamulone spojrzenie w kierunku łóżka.
Nic, kompletnie nic. Znudzony podszedł do wielkiego, metrowego, na wpół otwartego okna. Wyjrzał za nie w poszukiwaniu czegoś wyjątkowego, albo chociażby oczekiwanego, co nazywało się gołębiem pocztowym, którego wysłał z rana. Ale i jego nie ujrzał. Zdegustowany oparł głowę o rękę i martwym wzrokiem spoglądał w gwieździste niebo.
Pomimo mozolnego grzebania się wskazówki zegara, ukazała się dwudziesta czwarta trzydzieści pięć. Blond włosy mężczyzna z opartą głową na rękach, otworzył gwałtownie lazurowe oczy, które najprawdopodobniej wzięły odpoczynek przez minioną godzinę. Zaskoczony swoją drzemką oderwał się od okna i chcąc udać się do łazienki potknął się o rzecz z niewytłumaczonego źródła pochodzenia i wpadł niezdarnie twarzą w czyjś tors.
- Kuso – syknął, odrywając policzek od pół nagiego ciała.
- Nieźle Uzumaki, nie wiedziałem, że na mnie lecisz, ale to by tłumaczyło, dlaczego tu siedzisz od paru godzin. – Choć w pomieszczeniu panował odwieczny mrok, Naruto zdołał ujrzeć kpiący uśmieszek przyjaciela, który będąc o pół głowy wyższy, wpatrywał się na niego z góry.
- Oj, przymknij się, - rzucił oburzony – jesteś mi winien pieniądze, które mi zwędziłeś na festiwalu – mruknął, poprawiając wygnieciony płaszcz Kage.
- Serio? – Uchiha podniósł brwi z niedowierzania – Nie martwiłeś się o mnie?
- Pff, napiłeś się tylko taniego syfu. pijaku – dogryzł mu Uzumaki, cofając się o krok do tyłu, aby nie stać za blisko Sasuke.
- Ile? – Zapytał rodzić wielkiego klanu, robiąc krok do przodu i z wymalowaną satysfakcją dodał – Nie uciekaj, Uzumaki, chcę wiedzieć ile Ci jestem winien. – Uśmiechnął się psychopatycznie – I czy mógłbym spłacić to w inny sposób?
- Inny to znaczy, że musiałbyś przez kilka miesięcy pracować w polu. – Prychnął blondyn na widok durnego uśmieszku bruneta.

***

Pełny energii brnął żwawo przez ciemną, uśpioną wioskę, rozglądając się w poszukiwaniu błękitnego budynku; Do jego nozdrzy trafiał zapach dzikich róż, które rosły przy drodze, a nocne latarnie wraz z księżycem i gwiazdami oświetlały mu doskonale ścieżkę, po której zmierzał. Chcąc dotrzymać towarzystwa swojemu szefowi wymknął się z domu niezauważalnie, kiedy wszyscy zasnęli wygodnie w swoich łóżkach i tryskając energią, podskakiwał z jednej nogi na drugą, nucąc coś pod nosem.
Zbliżając się do celu zwolnił nieco kroku i z wymalowanym podziwem na twarzy przyglądał się ogromnej, błękitnej i zarazem zamkowej budowli, która swoje lokum znalazła na krańcu wioski. Dookoła niej porozrzucane były mini fontanny, które wyglądały zniewalającą w świetle księżyca. Ich woda tryskała słabym, nierównym ciśnieniem, podskakując, co chwila ku górze i upadając ku dołowi. Konohamaru wpatrywał się jak oczarowany, jakby był Alicją, która znalazła się w krainie czarów.
Spojrzał w bok, gdzie znajdował się stary, solidny dąb, który swoimi gałęziami i z liśćmi jak dłonie przykrywał połowę szpitalnej ściany, nadając temu miejscu niepowtarzalny urok. Zafascynowany nieziemskim ogrodem przełknął z przejęcia ślinę i z niechęcią, a nawet z przykrością musiał postawić kroki ku wejściu, aby opuścić to, jakże cudowne miejsce.
Kierował się w stronę schodów, kiedy pojął, że byłby to najgłupszy błąd w jego życiu. Tak bardzo zachwycił się ogrodem, że całkowicie stracił trzeźwość umysłu; Rozejrzał się za czymś, co mogłoby mu pomóc w dostaniu się do środka budynku. Lustrował wszystko dokładnie, analizując i kalkulując, jednak nie widział nic, co by mogło mu pomóc poza starym dębem. Tak, więc nie zastanawiając się ani chwili dłużej podszedł do niemłodego drzewa i zaczął się po nim wspinać.

***

- Uzumaki, nie daj się prosić – zaczął po raz któryś z rzędu Uchiha, który swoimi umięśnionymi ramionami oplatał talię blondyna, a zlodowaciałymi ustami składał delikatne, chłodne pocałunki na jego szyi.
- Sasuke, nie – powtórzył Naruto, który próbował się wyrwać z uścisku bruneta.
- Nie wyrywaj mi się – warknął Uchiha, dociskając blondyna ku sobie – i tak Ci się nie uda – jego dłoń wędrowała po dolnych partiach blondyna, który z przerażenia desperacko go odtrącił. Tracąc równowagę Sasuke ze wściekłości złapał za długawy rękaw jasnowłosego, powodując, że jego upadek na łóżko nie był osamotniony. Naruto mimo woli leżał nad nim, twarzą wtuloną w jego pierś.
Kiedy tak spoczywali w milczeniu, słychać były odbicia ich serc. Głębokie, szybkie, nierównomierne. Naruto nie odzywał się, będąc zażenowanym i zawstydzonym całym tym zajściem, a Uchiha... uśmiechał się z satysfakcją jak to miał w zwyczaju i czekał na kolejny ruch Uzumakiego. Wszystko jeszcze dałoby się wyjaśnić, gdyby nie pewna osoba, która stanęła jak wryta widząc dwóch mężczyzn razem na łóżku, w tym jednego do połowy rozebranego.
- Szefie... ja... – Jąkał się Konohamaru, robiąc się coraz bardziej czerwonym jak burak – ja... ja.. jjjj... – Chciał już przeprosić, gdyby nie pewien szantaż, który zarysował się w jego głowie – A ja wszystkim to rozpowiem! – Palnął tak głośno, że cały szpital mógł go usłyszeć.
Naruto tracąc kompletnie nerwy, zerwał się migiem, odrywając się od Uchihy i z zabójczym spojrzeniem ruszył na młodego genina.
- Jeszcze zobaczymy, Konohamaru – ryknął, udając się w pogoń za wnukiem trzeciego. Młody genin z rozbawianiem uciekał przed karą niedoświadczonego Hokage, który co krok omal się nie zabijał o przydługi płaszcz. Byłoby całkiem fajnie dla tego dowcipnisia, gdyby nie Sasuke, który postanowił pomóc swojej nowej zabawce. Tak, więc kara była przeraźliwa, okrutna i dość paskudna, jak to można się spodziewać po dwóch najprzystojniejszych mężczyzn z Konohy. Jeden za młodu dowcipniś, zaś drugi intelektualista. Mieszanka wybuchowa, a kara wyjątkowa.

Zgred-chan

komentarze [15]

Rozdział XII "Mów do rzeczy" >> sobota, 7 czerwca 2008 23:28:58
Ha! Oto nowa aczkolwiek krótka notka z dalszym ciągiem opowiadania x] nie wnosi zbyt dużo do fabuły, ale jest wprowadzeniem do kolejnej już nieco dłuższej części, która prawdopodobnie ukaże się jutro wieczorem lub pojutrze ranem... albo popołudniu (do godz. 13 nie mogę wchodzić na myloga, gdyż trwają konserwacje ==*) Hah! Nadrabiam nieco tempo pisania, prawda? ^^. A teraz muszę wam serdecznie podziękować! Licznik pokazuje ponad 11350 wejść! Jesteście Wielcy ;*! Ah, i jeszcze coś! Muszę się wam pochwalić, że wpisując "Sasunaru" w wyszukiwarce google link mojego bloga jest, aż czwarty ^^! Normalnie samoocena leci w górę ;D. I niesamowice muszę wam jeszcze podziękować za te, motywujące komentarze z waszej strony ^^ To takie miłe, przyjemne uczucie jak się widzi, że ktoś to czyta i jest ciekaw dalszego ciągu opowiadania :) Bardzo wam dziękuję! (chaotycznie, ale szczerze z głębi serca ^^)
PS NOTKA NIESTETY PRZENIESIONA NA SOBOTĘ

###

Nastał nowy, słoneczny dzień. Na srebrnym, owalnym zegarze, złote wskazówki pokazywały godzinę dziesiątą rano. Słońce wdzierało się do cytrusowego salonu budząc czarnowłosego chłopaka, ułożonego w niewygodnej pozie na bordowej kanapie. Zaczerwione oczy otworzyły się z trudem, w głowie wirowało, a w brzuchu się przekręcało. To były jedne z nielicznych skutków wypicia nadmiernej ilości alkoholu we wczorajszym dniu. Próbując wstać, chwycił za ramię sofy i z ledwością stanął na równe, lub raczej nierówne nogi. Czując nieziemską suchość w gardle, szybkim, chwiejnym krokiem udał się do kuchni, w której przesiadywał z gazetą w rękach, Naruto.
- I jak samopoczucie? – Zapytał jakby niby nic – Jesteś pewien, że chcesz pić akurat mleko? – uśmiechnął się cynicznie za skrawkiem brukowca.
Uchiha nic mu nie odpowiedział. Chłonął tylko niechlujnie mleko, rozlewając je po podłodze, blacie i koszuli. Liczyło się tylko to, że zaspakajał swoją potrzebę, a rozum mu podpowiadał, że już nigdy nie ruszy alkoholu. Jednak dopiero teraz zrozumiał swój prawdziwy błąd. Odstawiając pusty karton mleka, pognał do łazienki.
- A mówiłem, że mleko to nienajlepszy pomysł? – Uzumaki parsknął śmiechem.
- Zamknij się! Mogłeś mi powiedzieć – dobiegł go wściekły ryk z łazienki.
- Mówiłem, nie słuchałeś! – Wziął kubek ciepłej herbaty z cytryną i zaczerpnął z niego łyka – Jak wyjdziesz, to musimy koniecznie pogadać, Uchiha – odkrzyknął.

Naruto kończąc gazetę odłożył ją spokojnie na stół i stwierdzając, że jest mu niewygodnie przeciągnął się jak kociak, aby rozprostować odrętwiałe mięśnie podczas czytania. Zerknął raz jeszcze na zegarek, który pokazywał za dziesięć w pół do jedenastej. „Przez te wszystkie lata nauczyłeś mnie jednej, najważniejszej rzeczy Jirayja, a mianowicie, że lepiej nie pić za dużo wódki, bo są to zbyt wielki skutki, które bywają nieodwracalne; dostrzegłem to, po twoim przykładzie - jak biegałeś, zwracałeś, śmierdziałeś i wydawałeś pieniądze ” – wspomniał swoje przyrzeczenie z młodszych lat, że nie tknie alkoholu. To, co widział, doskonale zarysowało mu obraz, w którym nie miał najmniejszej ochoty nigdy w życiu uczestniczyć. Rozmyślając tak, o dawnych latach, nawet nie zauważył, że u progu drzwi, od kilku minut stoi Sasuke.
- Czego młotku? Streść się póki mam chwilę spokoju z tą bieganiną.
Uzumaki podniósł głowę do góry, napotykając zaczerwienione, ospałe oczy Sasuke. Ściągnął nogi ze stołu i gestem ręki wskazał miejsce dla Uchihy.
- Siadaj – poprosił – wczoraj dużo się dowiedziałem o twoich planach - zlustrował go zlodowaciałym spojrzeniem.
- Doprawdy? – Podniósł prawą brew do góry – ależ słucham wielkiego – splótł ręce na piersi, wyczekując na dalszy ciąg rozmowy.
- W zamian za tą informację, mam wobec Ciebie dług, który możesz pomyślnie wykorzystać, gdyż taką zawarłem z Tobą umowę.
- Ooo, jak miło, że dotrzymujesz obietnic z pijanym gościem – zironizował rodzić wielkiego klanu – do rzeczy, Uzumaki, do rzeczy.
- Słuchaj – podniósł się z krzesła, a ręce oparł gwałtownie o stół – mówiłeś mi, że chcesz zniszczyć Konohę, a ja się teraz Ciebie spytam, dlaczego?
- To jest i wyłącznie, tylko moja prywatna sprawa. – Podniósł głos, błyszcząc niebezpiecznie zębami.
- I tu się mylisz, Uchiha i tu się mylisz, bo ja się tutaj wtrącę! Nie zostawię tego tak na pastwę losu. Nie pozwolę, abyś zmarnował sobie życie przez takie głupstwo!
- Głupstwo powiadasz? – Wstał, mierząc się morderczymi spojrzeniami z Uzumakim – Nie pomożesz mi, ani nie przeszkodzisz, ponieważ nawet nie znasz powodu, czemu chcę to zrobić, nie znasz całej prawdy o mnie i moim klanie!
- Może, zresztą… tak jak Ty o mnie. Nie udawaj jedynego, który jest poszkodowany i mi to wytłumacz!
- Nie jesteś moja matką, abym się Tobie tłumaczył!
- Bo nie jestem, ale kiedyś byłem twoim przyjacielem, jeśli Ci łaska pamiętać, Uchiha! Mam u Ciebie długi, chociażby ten wczorajszy i ten, w którym uratowałeś mi życie podczas walki z Haku.
- To była inna historia, a jeśli masz mi spłacić te długi, to się kurwa nie wtrącaj, jasne?!
- Nie unerwiaj mnie! Specjalnie dostałeś po łbie, abyś nie zaprzepaścił tej szansy na jednym razie w łóżku ze mną jako upity, tylko zostawiłem ją, do czasu, kiedy otrzeźwiałeś, abyś mógł ją dobrze wykorzystać, a teraz gadaj i nie pierdol! –Wywrzeszczał mu potok słów prosto w twarz. Denerwował się, nawet bardzo się denerwował, gdyż świadczyło to o tym, że jego ręce niemiłosiernie drżały jak galareta, oczy mrugały z podwójną szybkością, oddech był bardziej cięższy, a głos mu się łamał jakby z bezsilności. – Razem możemy więcej... – Wylał ostanie swoje myśli na głos.

Zgred-chan

komentarze [7]

Rozdział XI "Cała prawda" >> środa, 4 czerwca 2008 23:03:39
Hyhy, zabijecie mnie (ja wam to po prostu mówię). Zwolniłam tempo w opowiadaniu, gdyż stwierdziłam, że Sasuke stał się zbyt miękki XD. O rany, co ja porobiłam! Mówię wam, jakaś telenowela z tego wyjdzie! Pewnie znajdziecie jakieś błędy, ale nie mam już sił, aby je poprawić - wszystko mnie drażni w chwili obecnej ==. Ah! I jeszcze wczoraj narodził mi się w głowie kolejny zarys sasunaru w innej wersji, a właściwie zrodził się dzięki filmowi, w którym wystąpił Eddy Murphy (czy jak to się te nazwisko pisze). Naruto - jako glina - wciela sie do gangu, w którym dowodzi Sasuke :D Po prostu jestem zachwycona własnym geniuszem XD. Narazie mam tylko skrawek tego opowiadania, ale gdybym miała je opublikować, to chyba już na innym blogu :). A teraz nie przedłużam i daję kolejną część opowiadania ;)

###

Dwaj przyjaciele udali się do łazienki. Nie szli długo, gdyż okafelkowane pomieszczenie z prysznicem oraz wanną, znajdywało się o jedna parę drzwi dalej od kuchni. Naruto z wypisanym uśmiechem wepchnął Uchihę do środka, a jego głowę włożył pod strumień lodowatej wody. Czarnowłosy chciał już zaprotestować, gdyby nie głos Uzumakiego, który odbił się echem po kafelkach.
- Wiesz, od pewnego czasu, zastanawiam się, co powoduje, że człowiek się zmienia.- Zawahał się, poczym ciągnął dalej - Nie chodzi mi o zmianę fizyczną, lecz o tą psychiczną – Sasuke zauważył, że z każdym słowem wypowiedzianym przez blondyna, jego uśmiech zmniejszał się o cal, a kiedy tych cali nagromadziło się dosyć sporo, jego uśmiech jak bańka mydlana znikł całkowicie z jego twarzy.
- I? – Sasuke przekręcił głowę w stronę głosu przyjaciela, pokazując tym samym, że słucha swojego rozmówcę.
- Doszedłem do wniosku, że zmieniamy się przez ludzi – szorował dokładnie głowę czarnowłosego chłopaka, zdejmując zawieszone kawałki cebuli na czarnych kosmykach – Zapoznając się z kimś, ofiarujemy naszą cząstkę siebie, kawałek duszy jak nitkę z kłębka. Dajemy ją osobie na przechowanie, aby ją pielęgnowała najlepiej jak tylko potrafi, a w zamianę, rezerwujemy ten kawałek, tą nitkę tylko dla tej osoby. Jest to piękne, a zarazem okrutne. Widzisz, jeśli podarujemy tą nitkę osobie, która odchodzi, to ta cząstka, nitka naszej duszy, odchodzi wraz z jej właścicielem. A przecież ta nitka, to ona, kawałek po kawałku tworzy kłębek nitek - naszą duszę. Jeśli rozdajemy ludziom nitki, które tworzą nasz kłębek, naszą duszę, a ludzie, którym powierzyliśmy te drobne sznurki, znikają, odchodzą.... zabierają je razem ze sobą, zabierają kawałek naszej duszy i powodują, że ten, nasz kłębek nitek, już nigdy nie będzie w całości – zakręcił kurek od wody, poczym podał suchy ręcznik przyjacielowi.
- Co zamierzasz mi przez to powiedzieć? – Rozkojarzony mową kolegi, Uchiha niezręcznie wycierał mokre włosy.
- Dawny Naruto, którego kiedyś znałeś już nigdy nie wróci, Uchiha... – Zmierzał w kierunku drzwi, kiedy poczuł uścisk na swoim nadgarstku – nie proś, za dużo osób odeszło, abym mógł być taki sam...
- To pozwól mi poznać tego Naruto, którego jeszcze nie znam – niepewne, proszące spojrzenie zerknęło na błękitne, wyrozumiałe oczy.
Uzumamki pustym wzrokiem spojrzał w czarne oczy Sasuke. Nic nie powiedział, wyszedł. Bezceremonialnie, bez odpowiedzi, zniknął za drzwiami łazienki. Uchiha zagryzł zęby. „Co za dureń i te jego pieprzone gadki” zdołał pomyśleć, zanim do łazienki wszedł Suigetsu.
- I jak się plan wiedzie? – Zapytał go ze swoistym, drażniącym uśmieszkiem na twarzy.
- Doskonale, myślę, że połknęli haczyk – szaleńczy, psychopatyczny wyraz twarzy zagościł u Sasuke – Ten głupek, wierzy w moją zmianę. – Chłodny, zlodowaciały głos obił się o uszy niebiesko włosego.
- To, kiedy zaczynamy? – Zmienił nieco tor pytań, widząc zachowanie Uchihy.
- Już niedługo, już niedługo – uśmiechał się pożądliwie, kołysając się ku wannie, którą kurczowo trzymał rękoma. – już niedługo, pomszczę cały ród – zaśmiał się bez emocjonalnym, suchym śmiechem, choć serce mu podpowiadało, że to będzie jego najgorszy i najobrzydliwszy czyn jaki uczyni, czyn, którego będzie żałował do końca swych dni. (Wybaczcie za te chore zachowanie Sasuke, ale ja musiałam to napisać XD)

„No to pięknie, Uchiha, ależ Ty głupi jesteś” – zza drzwiami stał przysłuchujący się rozmowie dwóch mężczyzn, Naruto. Usłyszał wszystko to, co chciał wiedzieć, nawet i więcej. „Uh, ale wy ohydni jesteście” w jego umyśle zarysował się obraz gołego Sasuke i Suigetsu razem w niecodziennej postawie.” Wiedziałem, że coś planujesz, ale to? Br...”. Obrzydzony blondyn odszedł z pośpiechem od drzwi, przy których jeszcze nie tak dawno stał. Czuł, że żołądek mu się przekręca i czym prędzej pognał do kuchni, szukając umywalki, do której, po krótkim czasie mógł zwrócić swoje dzisiejsze śniadanie.
- Naruto, coś się stało? – Zapytała zaniepokojona Sakura, która zobaczyła niecodzienną reakcję, Uzumakiego.
- Nigdy więcej... – Wyjąkał, poczym łapiąc za wodę w butelce, wyszedł z domu.
- Ale... Naruto... Czego, nigdy więcej? – Przerażona jego zachowaniem, Haruno pomknęła do drzwi, krzycząc do zmierzającego ku lasowi, blondyna. Jednak, nie doczekała się odpowiedzi na swoje pytanie...

***

Dni mijały nieubłaganie, zbliżając się do końcowego dnia wielkiego festynu w wiosce Taki-gakure. Dzień ten, był wyczekiwany i upragniony, ponieważ miał wnieść wiele zmian w życie ludzi tej ubogiej wioski. Ten dzień był bez smutków i łez. Każdy się śmiał lub, chociaż próbował bądź udawał, że się śmieje. W końcu nie często zdarzają się takie festiwale, na których główną atrakcją są walki głów z różnych Krajów, a każdy odważny może spróbować wezwać Kage na pojedynek. Jak już napomknęłam, ten dzień był szczególny i wyjątkowy, zwłaszcza dla pewnej grupy młodych shinobi.
- Ludzie, zaraz się spóźnimy! – Zza drzwi łazienki wyleciała brązowowłosa dziewczyna. Ubrana w długi, ciemno zielony płaszcz, ozdobiony trzema, wielkimi kwiatami, które były ułożone u dołu kostiumu i jeden malutki, który znalazł sobie miejsce na piersi. Zaś w ręku dziewczyny spoczywał długi miecz, który zwany powszednie był jako katana. Ten kilogramowy ubiór Mizukage, sprawił zachwianie jego właścicielki, która z hukiem wylądowała na podłodze.
- Spostrzegawcza jesteś – mruknął Sasuke, spoglądając na koleżankę. – Zbieraj się, wszyscy już wyszli – podał jej pomocną dłoń, z której skorzystała.
- Tak, masz rację – Pozbierała się do porządku, chwytając za przydługi materiał sukni, poczym w trybie ekstremalnym wyleciała z mieszkania, pozostawiając zażenowanego, zdanego wyłącznie na siebie Uchihę

***

Dochodziła trzecia popołudniu, a walki kage kontra kage, wciąż trwały. Ku zdziwieniu Sasuke, Naruto w chwili obecnej tytułował jako najlepszy Kage, w końcu nie przegrał ani jednej walki, a na jego ciele nie było ani kropelki krwi. Był strasznie zacięty, groźny i taki... nieswój? W niektórych chwilach mogło się wydawać, że zabije jakąś z głów innej osady. Jego determinacja, pewność siebie i stanowczość zbudziła u wszystkich lęki, wobec jego osoby, a on z wypisanym zadowoleniem na twarzy podszedł do pękającego ze złości Uchihy.
- I jak? Chyba mi nie powiesz, że nie stałem się lepszy? – Uśmiechnął się triumfalnie, wycierając ręcznikiem spływający pot ze swojego czoła.
- Z demonem w środku, każdy by wygrał – dociął mu swoją zgryźliwością, Sasuke. Nienawidził przyznawać racji, wobec tego próbował ją omijać.
- Hah, ależ Ty głupi Uchiha – na jego twarz wtargnęła pogarda i zniesmaczenie, które tak strasznie kręciło czarnowłosego. – Kyuubiego używam tylko i wyłącznie do treningów. W dzisiejszym świecie, nie ma dla niego miejsca. – lustrował go zniewieściałym spojrzeniem, które nie przeszkodziło mu w przybliżeniu się do niego – Po prostu mi zazdrościsz – wysyczał mu gorącym oddechem prosto w lodowate usta, powodując u rodzica wielkiego klanu fascynację a zarazem pożądanie. Ciało Sasuke przeszyły przyjemne ciarki, takie kojące, zimne. Zdawało się, że jego oczy pożerają ciało blondyna. – Nie gap się tak, gdyż wyglądasz niezbyt inteligentnie, a poza tym – zaczął ściągać przylepioną do jego ciała przepoconą, czarną koszulę, ukazując doskonale wyrzeźbione ciało. – Mam Cię na oku, Uchiha – ostatnie, chłodne spojrzenie posłane ze strony Naruto, który udał się na kolejny pojedynek.
- Jeszcze Ci pokażę, kto jest lepszy – warknął, odgarniając niesforny kosmyk z czoła.

***

Dochodziła godzina dwudziesta trzecia w nocy. Czas festynu dobiegał już ostatecznie końca, co potwierdzali ludzie, którzy udali się do pubów, aby zaczerpnąć kieliszka alkoholu po męczącej i udanej zabawie. Wśród nich można było ujrzeć młodego młodzieńca o czarnych włosach i równie tego samego koloru oczu. Wyglądał bynajmniej na ignoranta, pozbawionego sensu egzystencji. Wpatrywał się tępo w lekko brunatny napój z białą, puchatą pianą. Jego ręce lekko drżały, co spowodowało wylanie szklanki z piwem, kiedy pragnął wziąć łyka do spragnionych ust. „Kuso” – przeklął, pośpiesznie wstając, aby brunatna ciecz nie ubrudziła jego ubrania. Pewnie, gdyby tego dnia nie byłoby oblewania sukcesu wioski, to gwarantowane by było, że ludzie spojrzeliby na Uchihę jak na zwykłego pijaka, ale nie dzisiaj. Tego dnia wielu ludzi było pod wpływem alkoholu, sexu bądź pieniędzy. Wioska żyła własnym, niecodziennym stylem życia. Wszędzie udało się usłyszeć głośny śmiech, egzotyczną muzykę i gorącą mowę ciała.
Do baru wszedł blond włosy chłopak wraz z różowo włosą dziewczyną. Dobrze ubrani, w stanie trzeźwości rozejrzeli się dookoła, szukając dobrze im znanej twarzy. Można by powiedzieć, że należeli do nielicznej grupy ludzi w osadzie, którzy nie byli pod wpływem alkoholu, toteż błyskawicznie zrozumieli, że Uchiha też musiał skosztował smaku grzechu beztroskiej wolności.
- Teraz nam wszystko wyśpiewa – rzekł stanowczym głosem Uzumaki, który kierował się ku czarnowłosemu.
- Jesteś pewien, czy to fair? – Dopytała niepewnie Haruno, nie wiedząc, o co dokładnie chodzi.
- Jak najbardziej, nie zamierzam czekać z założonymi rękoma, do póty, do póki ten głupek nie zaszkodzi w Konoha.
- A czemu miałby to robić? – oburzona Sakura podniosła głos i spojrzała wyczekującym wzrokiem na blondyna.
- Zaraz się dowiemy – pewny siebie, usiadł naprzeciwko pijanego Sasuke, przesuwając się, aby Sakura mogła się dosiąść – I jak tam, Sasuke?
- Świetnie – wybełkotał z trudnością – nie wiedziałem, że życie może być takieee relakkkssujące – wziął łyk piwa – Chcesz? – Podsunął szklankę pod nos Naruto.
- Nie, dzięki – zlustrował go wzrokiem pełnym niezrozumienia i zawodu – Masz jakieś plany na najbliższy czas? – Dążył dalej do wyjaśniania dziwnej rozmowy z Suigetsu.
- Taaak – podniósł pijacki, kpiący wzrok – przelecieć Ciebie – podniósł rękę kierując ją w kierunek blondyna.
- A poza tym? – Zatrzymał dłoń Uchihy, powstrzymując się ledwo od wybuchu złości, ta sytuacja była absurdalna, nigdy nie spodziewał się takiego stanu rzeczy po Uchihy – zamierzasz coś jeszcze?
- Pocałować Cię.
- A coś, co nie jest związane ze mną? – Jego nerwy były ku granic swoich możliwości, a śmiercionośne spojrzenie zetknęło się z czarnymi tęczówkami.
- A co masz na myśli? – Kręcił głową na wszystkie strony – spytaj się, o co ci kurwa łazi, nie widzisz, w jakim jestem stanie?
- Właśnie widzę – zmarszczył brwi – zamierzasz coś z Konohą?
- Oczywiście, że kurwa zamierzam – zamówił kolejne piwo.
- A możesz nam powiedzieć, co? – Zaciekawienie rosło zarazem u Narutoo jak i Sakury.
- A coś w zamian?
- Słuchaj – podniósł się na równe nogi, nabierając tonu – To ja zadaję pytania, nie ty!
- Spokooojnie... nie słyszałeś, że złość piękności szkodzi? Powiem Ci, jeśli spełnisz jedno moje życzenie, okey? – Oparł się wygodniej o ławkę.
- Zastanowię się. – Wykrzywił twarz.
- To ja tez się zastanowię. – Parsknął śmiechem.
- Dobra, mów, zgadzam się – wkurzony Naruto, chcąc jak najszybciej skończyć tą idiotyczną rozmowę, naganiał Uchihę.
- Oooo, jaka zmiana postawy.
- Mów do cholery! – ponaglił go po raz kolejny.
Następny, powolny łyk piwa ze strony czarnowłosego.
- Już Ci kurwa mówię – odbiło mu się – Chcę ją kurwa zniszczyć.


Zgred-chan

komentarze [7]





Przybyło tu fanów.






Zboczuchy <3


Organizacje


Archiwum
2007
kwiecień (4)
maj (1)
czerwiec (1)
sierpien (1)
listopad (1)
grudzień (2)

2008
styczeń (1)
luty (4)
marzec (3)
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (3)

2009
marzec (1)
kwiecień (3)






Szablon zrobiła Shayla tylko dla mojego Zgreda. Rusz, a z pewnością twoja głowa, zawiśnie na płocie przed moim domem.